MojaWyspa.co.uk - Polski Portal Informacyjny w Wielkiej Brytanii. Polish Community in the UK
Polska strona Wielkiej Brytanii

27/08/2018 08:22:00

Felieton: Facebook jest twoim wrogiem

Felieton: Facebook jest twoim wrogiemTrzymaj przyjaciół blisko, a wrogów jeszcze bliżej – radzi Michael Corleone w drugiej części „Ojca chrzestnego”. Być może ta sentencja wyjaśnia, dlatego większość z nas tak kurczowo trzyma się portalu Zuckerberga.
Facebook jest jak heroina. Przynajmniej jeśli chodzi o siłę uzależnienia, bo poziom satysfakcji z jego stosowania jest zapewne niższy niż w przypadku narkotyków, ale na środkach odurzających znam się słabo (wyjąwszy typowo słowiańskie). Dotyczy to zarówno internetowych Kowalskich, jak i firm, które w dużym stopniu wciąż muszą polegać na portalu Zuckerberga jako swoim głównym kanale komunikacyjnym, choć osiągają na nim coraz mniej zadowalające efekty. Mnie osobiście Facebook dawno zmęczył, ale wciąż trzymam się go jak rzep psiego ogona. Cóż, że anonimowo, cóż, że pasywnie – wciąż nie potrafię wyjść z tego bagna, które dostarcza dziennej porcji cennych niusów, śmiesznych filmików i wglądu w pasjonujące życia znajomych. Tymczasem argumentów przekonujących do tego, że warto wybrnąć z niego choćby ostatkiem sił woli, przybywa.

Nie mam wątpliwości, że Facebook został zaprojektowany jako baza danych na temat mieszkańców globu – pojemniejsza niż archiwa wszystkich służb bezpieczeństwa stworzone na przestrzeni minionego wieku. Ale sama świadomość bycia szpiegowanym nie jest już (wiadomo: kwestia przyzwyczajenia) tak dotkliwa, jak nawarstwienie następstw tej inwigilacji. Zresztą w czasach big data stwierdzenie, że jesteśmy śledzeni na każdym kroku, to banał. O jakie następstwa chodzi? Od przypadkowych po systemowe. Przypadkowe to na przykład takie, że krytyka przełożonego na Facebooku może skończyć się wylotką z pracy, a publikacja zdjęć z figlów na plaży podczas rzekomego chorobowego może zainteresować urzędników ZUS. To kwestia indywidualnej odpowiedzialności – rozumu lub jego braku.

Inaczej ma się sprawa, gdy następstwa nie są skutkiem indywidualnych potknięć i zaćmień umysłu, tylko wynikają ze zmian w sposobie funkcjonowania całego ekosystemu, w tym przypadku facebookowego. A tych przybywa. Najbardziej oczywistym przykładem są zapędy cenzorskie amerykańskiej społecznościówki, która coraz chętniej wycina niepoprawne politycznie fan page'e i konta. W tej praktyce stosuje oczywiście preferencje – na łaskawość mogą liczyć „postępowcy”, a na dyskryminację „tradycjonaliści”. Wpływ takich działań na życie społeczne trudno bagatelizować. To w końcu kształtowanie preferencji wyborczych, inspirowanie określonych form aktywności obywatelskiej, współtworzenie świata wartości. Skutki są takie, że bez rozhulanych mediów społecznościowych nie byłoby (a z pewnością nie na taką skalę) przewrotów w krajach arabskich, masowej migracji do Europy i wzmożenia terrorystycznego. Po prostu nie miałby kto z odpowiednią siłą natchnąć zwykłych ludzi myślą, że jak zmiotą stary układ, to wnet wyłoni się nowy i lepszy.

Rolę Facebooka jako narzędzia politycznego przypieczętowała afera z Cambridge Analytica. Dla przypomnienia: brytyjska „firma konsultingowa” wyciągała z Facebooka gigantyczne ilości danych na temat użytkowników, umożliwiające wpływanie na ich decyzje przy urnach wyborczych. Ale oddziaływanie Facebooka na nasze życie nie ogranicza się do zdolności przeciągania elektoratu na stronę PO lub PiS. Idzie znacznie głębiej – w miarę stosowania bardziej wyrafinowanych technologii oraz integracji serwisu z zewnętrznymi systemami. Na przykład bankowymi. Niedawno „The Wall Street Journal” doniósł, że koncern Zuckerberga zwrócił się do banków w sprawie dostępu do danych finansowych na temat konsumentów.

Oczywiście zainteresowanie współpracą jest obustronne, bo w gruncie rzeczy nie wiadomo, kto ma więcej do ugrania. Banki chcą lepszego dostępu do klientów, więc Facebook oferuje im obecność na Messengerze, który docelowo mógłby stać się kanałem komunikacyjnym między klientem a bankiem. Z kolei Facebook chce uzyskać informacje na temat zdolności i aktywności finansowej swoich użytkowników, by skuteczniej wyciskać z nich pieniądze – m.in. za pośrednictwem serwowania lepiej stargetowanych reklam. Messenger ma obecnie 1,3 miliarda użytkowników na całym świecie. Dostęp do danych finansowych tak licznej populacji to gigantyczna władza. Na razie sprawa nie jest przesądzona, ale intencje Facebooka są jednoznaczne. Na okazję, gdyby gigant miał dopiąć swego, warto postawić pytanie, z kim podzieli się uzyskanymi informacjami i w jakim jeszcze celu je wykorzysta.

Możliwości do nadużyć będzie przybywać. Bo Facebook nie tylko pracuje nad pozyskiwaniem coraz bardziej urozmaiconych danych, ale też coraz „sprytniej” je przetwarza. Niedawno firma potwierdziła oskarżenia wysunięte przez „Washington Post”, jakoby wprowadziła niejawny system reputacji dla swoich użytkowników. Coś na modłę chińskiego Social Credit System. Chodzi o rozwiązanie „wspierające wykrywanie szkodliwych podmiotów”. Facebook, wedle deklaracji przedstawicieli firmy, w swoim mechanizmie skupia się na ocenie reakcji użytkowników na fake newsy, czyli wiadomości uznane – często arbitralnie – za fałszywe. Jeśli dany user zasygnalizuje, np. w reakcji lub komentarzu, że uważa post za fałszywy, a fałszywość wiadomości zostanie następnie potwierdzona przez system Facebooka, user zyskuje w rankingu. Jeśli jest odwrotnie – traci. Jak dokładnie zaprojektowany jest mechanizm – tego Facebook nie ujawnia. Pewnie jest tak, jak zazwyczaj – oświadczenia prasowe potwierdzają tylko część prawdy, bo całość jest znacznie bardziej ponura.

Tego typu orwellowskie rozwiązania w połączeniu z przepastnymi i wciąż rosnącymi zasobami danych, jakimi dysponuje portal Zuckerberga stanowią potężną broń informacyjną o trudnych do przewidzenia konsekwencjach. Nie tylko dla życia społecznego, ale również indywidualnego, szczególnie jeśli z aktywnością na Facebooku powiązaliśmy swoją tożsamość za pomocą imiennego konta. Jedynym wyjściem w tej sytuacji, jest wyjście bezpowrotne. Albo przynajmniej zmniejszenie „społecznościowego” zaangażowania i anonimizacja swojej obecności w systemie. Nominalna, bo całkowita jest niemożliwa.

A tak poza tym – Facebook to perfidny złodziej czasu. Również dlatego warto się z niego ewakuować.

Pan Dobrodziej
Więcej w tym temacie (pełna lista artykułów)

 
Linki sponsorowane
Zaloguj się lub zarejestruj aby dodać komentarz.

Komentarze

Bądź pierwszą osobą, komentującą ten artykuł.

Reklama

dodaj reklamę »Boksy reklamowe

Najczęściej czytane artykuły

        Ogłoszenia

        Reklama


         
        • Copyright © MojaWyspa.co.uk,
        • Tel: 020 3026 6918 Wlk. Brytania,
        • Tel: 0 32 73 90 600 Polska