MojaWyspa.co.uk - Polski Portal Informacyjny w Wielkiej Brytanii. Polish Community in the UK
Polska strona Wielkiej Brytanii

Wiadomości

02/01/2018 07:30:00

Felieton: Co nowego w nowym roku?

Felieton: Co nowego w nowym roku?Czyli 5 kasandrycznych prognoz na dwa tysiące osiemnasty i kolejne lata. Kasandrycznych, bo tylko takie dobrze się czytają, a dziejowy optymizm od czasów końca „końca historii” ma kiepskie notowania. Co zatem feralnego wydarzy się w najbliższych miesiącach (i latach)?
Szczerze mówiąc, mam nadzieję, że nic takiego się nie wydarzy, ale – jak zawsze – cholera wie, co wydarzy się choćby jutro. Końca świata wypatruję od dawna i choć ten uporczywie nie nadchodzi jawnie, to jednak wiele wskazuje na to, że nadchodzi w przebraniu. Mianowicie jako koniec świata, który znamy. Znamy z czasów dzieciństwa, młodości, starych gazet i opowiadań rodziców. I może nawet do niego tęsknimy, bo był to świat, w którym centralnej roli nie odgrywał centralny komputer, tylko kontakt bezpośredni człowieka z człowiekiem w rozmaitych formach i przejawach (co, przyznajmy, miało również swoje złe strony).

Nie chcę tu wszczynać rozprawki filozoficznej ani dzielić włosa na czworo, a jedynie zaznaczyć, że w nadchodzącym czasie życie ludzkie będzie znaczyło coraz mniej – a coraz więcej kontrolująca je technologia. To zresztą nie jest prognoza, tylko stwierdzenie rosnącego trendu, co na dobrą sprawę stanowi sedno wszystkich prognoz. By jednak nie poprzestać na sformułowaniu tak ogólnikowym, chciałbym „zaprognozować” kilka innych zjawisk, które wpisują się w aktualne tendencje i będą zwyżkować, dojrzewać i określać nasze życie społeczne w kolejnych miesiącach oraz latach.

1. Terror, terroryści, terroryzm

Terroryzm to ulubiona zabawka władzy XXI w. W czasach, gdy wiara w demokrację i prawa człowieka uczyniła na Zachodzie wojny zachowaniami typu faux pas, pojawiła się potrzeba wykorzystania nowej techniki do zarządzenia pogłowiem ludzkim. No, może nie takiej nowej, bo terroryzm ma rodowód starszy niż dynamit – ale chodzi o popularyzację metody do niedawna raczej niszowej. W efekcie stolice europejskich miast stały się bardziej niebezpieczne niż stolice większości krajów islamskich i spacerując alejami Paryża czy Brukseli człowiek nigdy nie wie, czy nadzieje się na bombę, nóż czy ciężarówkę. W nowym roku będzie gorzej, bo rośnie potrzeba przykręcenia śruby strachu coraz bardziej poirytowanym i niebezpiecznym masom. Im bardziej masy będą zastraszone, tym bardziej będą skłonne popierać zaostrzanie „standardów bezpieczeństwa”. Pozwoli to na zwiększenie skali inwigilacji i zmniejszenie skali wolności osobistej – a przy okazji praw człowieka.

2. Konflikciki i konflikty

Na dłuższą metę terroryzm to za mało. Umożliwia zaprowadzenie względnego chaosu i uzasadnia wzmożenie bezpieczniackie. Działa jednak głównie na skalę lokalną, daje efekt tymczasowy i nie budzi takiego przerażenia jak konflikt militarny. By wygenerować większą ilość strachu, niezbędne jest wstrząśnięcie emocjami populacji na każdym froncie. W tym celu najlepiej sprawdzają się stare dobre wojny. Choć wciąż stanowią one faux pas na Zachodzie – dlatego wojny eksportowe branduje się jako operacje pokojowe itp. – to jednak mogą niebawem wrócić do mody. Od zakończenia drugiej wojny światowej na świecie utrzymywanych jest wiele sztucznie stworzonych ognisk zapalnych, w rodzaju Korei Północnej czy poszatkowanych etnicznie Bałkanów. Za sprawą nowej, paranacjonalistycznej, pseudopatriotycznej i probojowej narracji święcącej triumfy w wielu krajach ogniska te – podlane jakąś sorosową rewolucją – mogą łatwo buchnąć bujnym płomieniem. Jako przedsmak podobnego scenariusza i powrotu do standardów wojny konwencjonalnej może posłużyć rosyjska inwazja na Krym, która rozpoczęła trwającą do dziś nawalankę we wschodniej Ukrainie. Podobnych eventów w nowym roku może być więcej. Miejmy na dzieję, że jak najdalej stąd, żeby nam tu w Europie znowu nie podskoczyły ceny masła.

3. Real przegrywa z wirtualem

Jak to mówią, rzeczywistość boli. A nawet jeśli nie boli, to zawsze generuje jakiś dyskomfort. Co innego świat wirtualny. Jeśli nie zaspokaja nas zdobywanie lajków na fejsie, zawsze możemy stworzyć sobie awatara i realizować się w którymś z cyfrowych światów, jak choćby „Second life”. Substytutów rzeczywistości będzie przybywać, bo człowiek zawsze marzy, by być tam, gdzie go akurat nie ma i zawsze znajdzie sobie potrzebę do zaspokojenia. Szpece od sztucznej inteligencji, sieci neuronowych i innych trudnych dziedzin zapowiadają już cyfrową wieczność na krzemowych nośnikach. Kto wie, czy nie dotrzymają słowa. Jeśli jednak uda im się wykreować sztuczny świat, w którym można przeżyć nawet śmierć Układu Słonecznego, to jestem dziwnie przekonany, że nie będzie to raj. Aha, prolongaty życia za pomocą zer i jedynek w przyszłym roku jeszcze się nie spodziewajcie, ale tego, że ludzie będą coraz bardziej będą oplatać się sieciami społecznościowymi i pogrążać w multimedialnym bagnie – już tak.

4. Internet zjada świat

Zresztą nie wiem, czy mają wyjście. W zaciszu gabinetów i cieniu kuluarów toczy się walka o wdrożenie (vs odroczenie wdrożenia) technologii 5G, czyli infrastruktury telekomunikacyjnej, umożliwiającej rozwój internetu rzeczy. Internet rzeczy to taki „ekosystem”, w którym do internetu zostaną podłączone różne rzeczy. Powiedzieć „wszystkie” to może za dużo, ale nie byłaby to wielka przesada. W sieci znajdzie się samochód, pralka, lodówka, drzwi do mieszkania i cała masa innych przedmiotów codziennego użytku. Wszystko po to, by maszyny mogły się ze sobą dogadywać za naszymi plecami i oszczędzić nam trudu podejmowania decyzji. Mnie w dziwny sposób przypomina to koncept z „Kociej kołyski”. W powieści Kurta Vonneguta substancja o kryptonimie lód-9 przekształcała w lód-9 wszelką napotkaną wodę, prowadząc tym samym do kresu życia na Ziemi. Internet i technologie telekomunikacyjne również doprowadzą do kresu życia na Ziemi, przynajmniej tego czysto biologicznego. Śmiejcie się, póki możecie – nieuchronna cyfrowa lobotomia najprawdopodobniej pozbawi was poczucia humoru.

5. Chiński model społeczeństwa

I tu już króciutko. Pisałem o tym niedawno – klik, opłakując moralny upadek cywilizacji chińskiej. Jak wiadomo, Chińczycy od wieków cenili wolność jednostki i skwapliwie patrzyli na ręce władzy. Teraz będzie już tylko lepiej. [/suchar] Po krótkiej czkawce demokratycznej Chiny wracają do rzeczywistości feudalizmu tyle że w wersji hard techno. System o nazwie Social Credit System zwiastuje totalną kontrolę życia społecznego i w wielu aspektach wymusza podporządkowanie życia prywatnego wymogom państwowym. Co znamienne, robi to raczej za pomocą bodźców ekonomicznych niż policyjnych, ale docelowo można spodziewać się powtórki z Gułagu (po chińsku nazywa się to laogai). Sęk w tym, że technofeudalizm bądź technototalitaryzm to „blueprint” dla całego świata, więc jeśli chcecie znać przyszłość Europy, śledźcie przemiany społeczne w Chinach.

A poza tym – wszystkiego dobrego w nowym roku. Dużo radości i optymizmu.

Pan Dobrodziej
Więcej w tym temacie (pełna lista artykułów)

 
Linki sponsorowane
Zaloguj się lub zarejestruj aby dodać komentarz.

Komentarze (wszystkich 1)

karina1234

62 komentarze

2 styczeń '18

karina1234 napisał:

Brzmi ekscytujaco. Nudy na pewno nie bedzie.
Szczesliwego Nowego Yorku.

profil | IP logowane

dodaj reklamę »Boksy reklamowe

Ogłoszenia

  • Copyright © MojaWyspa.co.uk,
  • Tel: 020 3026 6918 Wlk. Brytania,
  • Tel: 0 32 73 90 600 Polska