MojaWyspa.co.uk - Polski Portal Informacyjny w Wielkiej Brytanii. Polish Community in the UK
Polska strona Wielkiej Brytanii

13/04/2016 08:59:00

Nie tylko Fish and Chips

Nie tylko Fish and ChipsKuchnia brytyjska nie ma najlepszej prasy na świecie. No bo kogo może podniecić wizja jajek z fasolą, ryby z frytkami czy rozgotowanego groszku? Faktycznie, zwyczaje żywieniowe mieszkańców UK nie mają wiele wspólnego z kulinarną alchemią, ale – z drugiej strony – oferta wyspiarskiej kuchni jest znacznie bogatsza niż take-awaye.
Pamiętam, jak po raz pierwszy trafiłem na Wyspy tuż po otwarciu rynku pracy dla Polaków. Miałem około trzystu funtów na start i palącą potrzebę znalezienia pracy przy obsłudze taczek lub zmywaka. Londyn okazał się niebotycznie drogim miastem, a tuńczyków z Polski nie starczyło na długo. Chudy portfel, siłą rzeczy, ograniczał różnorodność menu. Z grubsza rzecz biorąc, sprowadzało się ono do następujących składników: parówek, fasoli, jajek, chleba tostowego, margaryny. Trauma tego okresu pozostawiła niezatarte wspomnienie w mojej pamięci. Kulinarna Brytania już zawsze będzie mi się kojarzyć z najtańszą ofertą puszkową i mdłą jajecznicą. Czy zasadnie? Niby nie, ale...

Fast food nation

...ale umówmy się: Brytyjczycy nie odżywiają się dobrze. Na Wyspach nie wykształciła się kultura biesiadowania, podobna do tej znanej z krajów Śródziemnomorza. W UK nie ma przecież czasu na „manianę”: je się szybko, w biegu, w drodze do pracy, podczas przerwy w pracy, podczas pracy, w drodze do domu – po pracy w nadgodzinach. Dlatego domyślne menu wielu zagonionych Brytyjczyków to fast food. W rozmaitych odmianach: pizza, kebab, hamburger, cheeseburger, meatball burger, chickenburger, chickenburger z frytkami, tosty z marmoladą itd.

W 2012 r. Brytyjczycy przekroczyli pod tym względem swoisty punkt krytyczny: po raz pierwszy żywność typu fast food stanowiła ponad połowę wszystkich posiłków spożytych przez Wyspiarzy poza domem. Dokładnie: 50,4 proc. Łącznie: 5,54 miliarda „dań”.

Skutki tych nawyków żywieniowych są niestety fatalne. Od lat największym zabójcą na Wyspach są choroby układu sercowo-naczyniowego (co zresztą wpisuje się w trendy światowe). Jak wynika z danych organizacji Heart UK, choroba niedokrwienna serca odpowiada za 27 proc. zgonów w Wielkiej Brytanii. Co to ma wspólnego z hamburgerami i spółką? Ano to, że „szybka żywność” stanowi jedną z głównych przyczyn nadmiernego stężenia „złego” cholesterolu (LDL) we krwi. A wysoki poziom „złego” cholesterolu to z kolei jedna z głównych przyczyn chorób układu krążenia. Szacuje się, że problem podwyższonego cholesterolu dotyczy ponad połowy dorosłych Brytyjczyków. Jeśli w parze z tłustą dietą idzie wysokie spożycie alkoholu, palenie tytoniu i niska aktywność fizyczna, to właściwie w nieodległym terminie można spodziewać się zawału.

Flagowe pozycje brytyjskiej kuchni

Wyspiarze chyba nigdy specjalnie nie przejmowali się tym zagrożeniem. W końcu zanim zakochali się w napływowym fast foodzie, mieli już własną tradycję „ciężkiej” kuchni. Flagowym daniem UK jest przecież English breakfast, posiłek trudny do przebicia pod względem ciężkostrawności i zawartości cholesterolu.

Opiera się on na śmiałym połączeniu tłuszczów nasyconych i produktów o wysokim indeksie glikemicznym, czyli czymś, co kardiolodzy kochają najbardziej. Pełne angielskie śniadanie składa się z takich smakołyków, jak smażony boczek, smażone pieczarki, smażone kiełbaski, smażone jajka (w postaci jajek sadzonych lub jajecznicy), a nadto z fasoli oraz tostów z białego, pszennego pieczywa – nieocenionego w windowaniu poziomu glukozy we krwi.

A co z surowymi warzywami, pobudzającymi wydzielanie enzymów trawiennych? No właśnie, dobre pytanie – przekażcie je kucharzowi.
Po sprawiedliwości należy przyznać, że English breakfast to posiłek całkiem smaczny i, ma się rozumieć, sycący. Dla drwala lub sztangisty – jak znalazł.

Dla osób oglądających świat zza biurka lepszym pomysłem na rozpoczęcie dnia w duchu brytyjskim będzie owsianka: czyli płatki owsiane gotowane na wodzie lub mleku z dodatkiem otrębów, orzechów, miodu, rodzynek lub innych urozmaicaczy. To również danie o długiej tradycji w wyspiarskiej kuchni, pachnące dziewiętnastowieczną literaturą angielską. Jednak owies na Wyspach jadany był nie tylko przez grzeczne dzieci i skromne pensjonarki, ale także przez pensjonariuszy zakładów karnych. Owsianka, jako posiłek tani i łatwy do przyrządzenia, stanowiła bowiem jedną z podstaw więziennego wiktu. Stąd też wzięło się wyrażenie „doing porridge”, które bynajmniej nie odnosi się do gotowania płatków zbożowych, tylko – jak to się mówi za drutem kolczastym nad Wisłą – garowania.

Ale nie samym owsem człowiek żyje. I nawet wegetarianina nachodzi czasem chęć na rybkę. Brytyjska oferta kulinarna dostarcza na to zapotrzebowanie apetycznej odpowiedzi: Fish & Chips. Potrawa ta, choć kojarzy się ze współczesnym fast foodem, ma całkiem długą tradycję w wyspiarskiej kuchni. Smażona ryba (zazwyczaj dorsz lub łupacz, ale również mintaj, czarniak, flądra, płaszczka) z ziemniakami była popularnym daniem klasy pracującej już w XIX w. Był to efekt rozwoju branży rybackiej z jednej strony i kolejnictwa – z drugiej. Dzięki usprawnieniom w rybołówstwie i transporcie surowiec w dużych ilościach trafiał do brytyjskich metropolii, a następnie – na talerze proletariuszy. Dziś po smakowite Fish & Chips sięgają prawdopodobnie przedstawiciele wszystkich klas społecznych. Szczególnie ci, którzy nie słyszeli o cholesterolu LDL. Bo rybka w cieście smażona na głębokim oleju i wsparta frytkami sprzyja zdrowiu naczyń krwionośnych jak Martaret Thatcher związkom zawodowym.

Każdy dba o swoje tętnice, jak uważa za stosowne, jednak po obiedzie w tłustej polewie, w celu wsparcia czynności trawiennych, warto rozważyć five’o’clock. Czyli herbatę, którą brytyjskie damy i brytyjscy dżentelmeni zwykli pijać punktualnie o godzinie piątej. Tak przynajmniej było przed wojną. Dziś UK – podobnie jak reszta świata zachodniego – oszalało na punkcie kawy i akcje herbaty straciły nieco na wartości.

Say „cheese”!

Na szczęście powyższe standardy to tylko skromny wycinek wyspiarskiego jadłospisu. Inna sprawa, że najlepiej wypromowany. W promocję za mało inwestują natomiast brytyjscy serowarzy. No bo czy wiedzieliście, że Wielka Brytania jest najbardziej „innowacyjnym” krajem pod względem produkcji sera? Nie chodzi jednak o wykorzystanie nowych technologii w przetwórstwie mlecznym, ale o kwestię znacznie prostszą: liczbę odmian sera w przeliczeniu na liczebność populacji. Otóż w UK na milion mieszkańców przypada 11,4 wariantów tego przysmaku. To najlepszy wynik na świecie. Nawet taka serowa potęga jak Francja uzyskała pod tym względem niższy rezultat (9,2/milion).

Brytyjskie serowarstwo ma wielowiekową tradycję, jednak prawdziwy boom w branży zaczął się około dwudziestu lat temu. Głównym bodźcem rozwojowym była likwidacja Milk Marketing Board, instytucji nadzorującej branżę mleczarską, i deregulacja rynku mlecznego. Do zmian przyczyniły się również unijne „kwoty mleczne”. Z powodu ograniczeń produkcyjnych narzuconych przez Unię, mleczarze musieli znaleźć inny sposób wykorzystania surowca. I tak w ciągu dwóch dekad Wielka Brytania z „silnego gracza” wyrosła na serową potęgę.
Według organizacji branżowej British Cheese Board, na Wyspach powstaje obecnie ok. 700 gatunków sera. Z grubsza można je przypisać do kilku kategorii: sery twarde, sery półtwarde, sery miękkie, sery półmiękkie, sery niebieskie (pleśniowe, z dodatkiem grzyba z rodzaju Penicillium) oraz... inne, czyli wymykające się klasyfikacji. No bo jak zdefiniować Appledore, czyli ser z jabłkiem, „borówkowy”
Walter Stilton albo pięciowarstwowy Five Shires?

Pod względem serowych marek żadna nie jest jednak w stanie przebić tej przypisanej jednemu z najbardziej aromatycznych brytyjskich serów. Chodzi o Stinking Bishop, czyli Śmierdzącego Biskupa. Znawcy tematu charakteryzują jego „aromaty” jako połączenie woni brudnych skarpet i starego wilgotnego ręcznika. Jeśli macie ochotę przetestować temat na własnym nosie – śmiało możecie to zrobić. Biskup to stosunkowo tani gatunek: chodzi po ok. 40 funtów za kilogram.

 
Linki sponsorowane
Zaloguj się lub zarejestruj aby dodać komentarz.

Komentarze

Bądź pierwszą osobą, komentującą ten artykuł.

Reklama

dodaj reklamę »Boksy reklamowe

Tanie promy Anglia- Francja

Najtańsza linia promowa UK-Francja! Kliknij żeby sprawdź ceny...

Tylko £16.70 za paczkę UK-Polska

Paczki do Polski - Najniższa cena, solidny serwis od drzwi do drzwi, ubezpieczenie w cenie

Ogłoszenia

Reklama


 
  • Copyright © MojaWyspa.co.uk,
  • Tel: 020 3026 6918 Wlk. Brytania,
  • Tel: 0 32 73 90 600 Polska