Politycy potrafią narzekać, że to ludzie niskich lotów i przyziemnych, materialnych ambicji porzucają ojczyste ziemie.
Kłopoty pojawiają się często tuż po wyjeździe lub przy próbie powrotu. Poradnie psychologiczne odwiedzają ludzie, którzy po wcale nienajgorszej pracy na Zachodzie wrócili do szarej polskiej rzeczywistości. Psycholog religii z Krakowa podkreśliła, że wyjazd nie eliminuje nierozwiązanych problemów rodzinnych. Pieniądze, choć ważne, nie nakarmią uczuć i miłości. Powierzchowna, zwyczajowa religijność nie zagwarantuje swobody ducha i otwarcia na drugiego człowieka. W zderzeniu z zawiścią sąsiadów, ciasnotą ograniczonych horyzontów rodziny, eksploatacją z rąk pracodawców można stracić siłę ducha. Nieraz jedynym ratunkiem jest ponowny wyjazd.
Często jak dzieci siedzimy na emigracyjnej huśtawce. Dopóki nas bujają, jest dobrze. Niebezpieczne są momenty startu i zatrzymania. Łatwo spaść wtedy z krzesełka huśtawki albo otrzymać cios w głowę, kiedy nie zdążymy go odpowiednio się złapać przy wsiadaniu. Trudno też cały czas być w ruchu. Zamiast więc przechylać się z jednego świata w drugi, czas decydować, gdzie chcemy zostać bardziej na stałe. Bez decyzji będziemy dalej wędrowcami międzyświatów. Takim trudniej jest oswoić siebie i świat wokół.