MojaWyspa.co.uk - Polski Portal Informacyjny w Wielkiej Brytanii. Polish Community in the UK
Polska strona Wielkiej Brytanii
Forum Polaków w UK

Przeglądaj tematy

« poprzednia strona | następna strona » | ostatnia »

Strona 68.5 z 91 - [ przejdź do strony: 1 | 2 | 3 ... 67.5 | 68.5 | 69.5 ... 89 | 90 | 91 ] - Skocz do strony

Str 68.5 z 91

temat zamknięty | nowy temat | Regulamin

Korba102

Post #1 Ocena: 0

2009-04-24 07:10:26 (5 lat temu)

Korba102

Posty: 1331

Mężczyzna

Konto zablokowane

Z nami od: 16-02-2008

Skąd: London

Squatter camp for British-bound migrants to close
20 hours ago

CALAIS, France (AFP) — France will shut down a squatter camp in the Channel port of Calais that has drawn hundreds of migrants trying to reach Britain, Immigration Minister Eric Besson said Thursday.

Besson travelled to Calais after police raided a group of makeshift shelters in a sandy wooded area known as "the jungle," rounding up some 190 migrants on Tuesday, only to release them the following day.

"We will not let the situation deteriorate and you will not have to shut down your businesses," Besson told local business leaders who complained that the migrants were causing trouble in Calais.

"Soon, the jungle will no longer exist," he promised.

Hundreds of Afghans, Kurds, Eritreans and other would-be asylum-seekers have been camping in the Calais woodlands from where they try to sneak on board trucks that cross the Channel by ferry or train.

Local politicians and business leaders said the tent camp has mushroomed and that tensions between the migrants and residents are on the boil.

Factory manager Dominique Vanneste told Besson that his employees were subjected to "daily attacks" from migrants who had "become much more aggressive."

Calais Mayor Natacha Bouchart said the city, with 14 percent unemployment and 6,000 welfare recipients, "can no longer cope with the problem of the migrants."

The Calais "jungle" appeared after President Nicolas Sarkozy, then interior minister, shut down a Red Cross shelter in Sangatte in November 2002, under pressure from Britain.

The centre had been a source of tension between London and Paris since its opening in 1999, with London saying it served as a springboard for illegal migration into Britain.

Besson, who was due to hold a news conference later, has pressed London to do more to stem the tide of migration across the Channel and vowed to revisit the issue in talks with his British counterpart Phil Woolas.

The minister, a former Socialist who joined Sarkozy during his campaign for the presidency, has however ruled out opening "a new Sangatte" in Calais.

"Britain probably... needs to step up its controls, shoulder a bigger share of the financial burden, and especially ask itself why traffickers and migrants see Britain's illegal job market as a golden opportunity," he said Wednesday.

French immigration officials said Tuesday's police raid marked the first step toward shutting down the jungle and that other security operations are planned.

Rights groups dismissed the police sweep as a publicity stunt, but officials said the action was to clamp down on people smugglers.

Relief organisations estimate that between 600 and 800 migrants -- including Afghans, Eritreans, Somalis, Sudanese, Iranians, Nigerians and Kurds -- are sleeping rough in the Calais region.

"The migrants will not be abandoned," said an immigration official, adding that measures will be taken in concert with the charity organisations.

Besson last visited Calais on January 27 and promised that he would come up with a permanent solution to the problems posed by the migrants by May 1.

Zniknie najniebezpieczniejsza strefa bezprawia w Europie.

"Dżungla" koło kanału La Manche to lasy, w których koczują setki nielegalnych imigrantów. Przybysze z Afganistanu i Iraku żyją tam w szałasach. Chcą nielegalnie dostać się do Wielkiej Brytanii. Jest tam na tyle niebezpiecznie, że "dżunglę" rzadko odwiedzają nawet policyjne patrole.

Krwawe porachunki, napady i gwałty stały się tam codziennością - twierdzą francuscy policjanci.

Władze zamierzają część imigrantów wydalić z Francji, a część przekazać organizacjom charytatywnym. Bezpośrednim powodem likwidacji obozowiska są narastające konflikty pomiędzy imigrantami, a mieszkańcami Calais.


News z sieci
To prymitywne społeczeństwo powinno zostać deportowane a kosztami obciążyć kraje które są na granicy UE a resztą świata. Te kraje są winne temu że nie posiadają szczelnej granicy

[ Ostatnio edytowany przez: Korba102 24-04-2009 07:32 ]

Nigdy nie byłem wazeliniarzem, wolę nagą prawdę od szydzącego pochlebstwa. Nikt nie jest doskonały ale trzeba być zawodowcem w tym co się robi. Nie oceniam za wygląd tylko za przekaz

Do góry stronyOffline

Temat zamknięty

Numer AIMNumer gadu-gadu

Korba102

Post #2 Ocena: 0

2009-04-24 07:30:59 (5 lat temu)

Korba102

Posty: 1331

Mężczyzna

Konto zablokowane

Z nami od: 16-02-2008

Skąd: London

Cytat:

2009-04-23 11:33:20, jasti napisał(a):
Jednym słowem świat idzie ku zagładzie a ty nas próbujesz uświadomić o tym ???

Mi nie chodzi o ochronę świata a o prawdę.
Różnica polega na tym że kłamstwo jest wygodne, łatwo jest zamydlić oczy społeczeństwu innymi sprawami.
Ludzie – społeczeństwo tworzy wszystko co nas otacza politycy są tylko pośredniczący pomiędzy nami a innymi społecznościami tego globu.
Przepychana teoria wiary oślepia wszystkich a najbardziej samych wierzących.
Tylko zwierzęta są bezstronne żyją w symbiozie z naturą i zdobywają pokarm który jest im niezbędny do przetrwania.
My oślepiamy siebie nawzajem pod pretekstem niesienia pomocy innym budujemy społeczeństwo kalekie uzależnione od daniny. Pozwalamy na rozpowszechnianie się ludzi w formie pasożytów tego globu, dając im cokolwiek zmuszamy się do kontynuowania jej.
Pasożyt zawsze będzie pasożytem ta forma jest w genach.
Poco mam się starać kiedy musza mi dać.
Oni musza dostać a Ty nie! obywatelu świata zbudowanej Twoimi rekami cywilizacji? Ty zbudowałeś ta potęgę i co? masz dać wszystko tym pasożytom?
Zwróć uwagę pasożyty od 70 lat rozmnożyli się prawie sześć razy.
Skoro ich tac tylko na rozmnażanie to niech się mnożą w swoim kręgu.
Tu nie chodzi o ratunek dla świata, a o prawdę. Prawda daje większe możliwości, kłamstwa doprowadzają do kłótni a w rezultacie do wojny.
:-Y
Nigdy nie byłem wazeliniarzem, wolę nagą prawdę od szydzącego pochlebstwa. Nikt nie jest doskonały ale trzeba być zawodowcem w tym co się robi. Nie oceniam za wygląd tylko za przekaz

Do góry stronyOffline

Temat zamknięty

Numer AIMNumer gadu-gadu

Korba102

Post #3 Ocena: 0

2009-04-24 08:00:58 (5 lat temu)

Korba102

Posty: 1331

Mężczyzna

Konto zablokowane

Z nami od: 16-02-2008

Skąd: London

Ballada o Tomaszku
Kim jest polski imigrant w Wielkiej Brytanii A.D. 2009?

To godzien szacunku lekarz, pielęgniarka, nauczyciel, ceniony rzemieślnik, przedsiębiorca o dobrej opinii czy raczej warszawski cwaniaczek, złodziejaszek o lepkich łapkach, typowy "łysol", który angielską uczciwość, łatwowierność i uprzejmość traktuje w kategoriach okazji do szybkiego i niekoniecznie uczciwego zarobku?

Historia, którą teraz opowiem, nie może być oczywiście generalizowana. Nie każdy z nas jest jak Tomaszek. Zdecydowałem się ją opowiedzieć ku przestrodze. Bo tak naprawdę wszyscy musimy być ostrożni i na takich "Tomaszków" wyczuleni. Potrafią naprawdę zakraść się pod nasze drzwi, wyłudzić wstawienie się za nimi, pomoc w urzędzie. I pozostawiają po sobie ruiny i zszarganą opinię polskiego środowiska, którą naprawić jest naprawdę bardzo ciężko.

Masz łeb i ch...j, to kombinuj

To popularne w Polsce powiedzonko usłyszeć można często także w Anglii, szczególnie w miejscach zamieszkanych przez polskich emigrantów zarobkowych. Z jednej z takich dzielnic – "sołtchamptońskiego" Shirley – gdzie ani pomyśl o pozostawieniu roweru przed domem lub nawigacji satelitarnej w samochodzie – pochodził Tomaszek. Piszę: pochodził, gdyż jakiś rok temu, wraz z narzeczoną, zmęczony wszechobecną polszczyzną uznał, iż pora sprezentować sobie mały awans społeczny i przeprowadzić się do lepszej, angielskiej dzielnicy, wolnej od rodaków i kolorowych.

Tak oto zostaliśmy sąsiadami. Nie powiem, serce nawet mile drgnęło, gdy żona, wyglądając przez okno powiedziała któregoś dnia:

– Słuchaj, ci nowi to chyba też Polacy. Nie wierzę, że Angielka by tak solidnie myła okna po przeprowadzce.

I spełniło się. Tomaszek i Magda okazali się bardzo wylewni. A sąsiedztwo dobrze zaadaptowanych i płynnie znających angielski Polonusów zdawało się ich bardzo cieszyć. I nie bez powodu. Tomaszek z moją pomocą szybko załatwił wszystkie związane z przeprowadzką formalności. Napisałem do landlorda list wytykający usterki w mieszkaniu, a nawet wybrałem się z Tomaszkiem do agencji, by posłużyć za tłumacza.

Pierwsza drobna refleksja, ale widocznie niewystarczająca, obudziła się w mojej głowie, gdy podczas pewnego, lekko zakrapianego duńskim piwem sobotniego wieczora Madzia pochwaliła się nam nową cukierniczką.

– Gdzie kupiłaś? – oczywiście padło pytanie.

– A kto mówi o kupieniu? Madzia wyczaiła ją w funciaku. – Zmieściła się w kieszeni kurtki, na takie zakupy bierze się kurtkę z dużymi kieszeniami. Masz łeb i ch...j, to kombinuj! – odpowiedział Tomaszek.

Angole to głupole

Mijały kolejne tygodnie i miesiące. Tomaszek zaglądał do mnie średnio raz na tydzień, zawsze z jakąś drobną prośbą. To list przetłumacz z urzędu, to zadzwoń zarezerwować prom, to kolejne pismo do Agencji wysmaż, jedź z nim do sklepu, banku, porozmawiaj z jego szefem... Nie powiem, jego arogancki język coraz bardziej działał mi na nerwy. – Panie, powiedz co te głupole-Angole tu znowu powypisywały... – zwykł mawiać.

Aż wreszcie pewnego zimowego wieczora zjawił się u mnie Tomaszek jakiś odmieniony, wylękniony, podenerwowany. Jego rozbiegane oczka latały po pokoju nie mogąc się zatrzymać na niczym konkretnym.

– Panie, źle się robi. W naszej firmie transportowej zaczynają prześladować Polaków – wyjąkał wreszcie. – Kryzys jest, coraz mniej przewozów, chyba będą likwidować nocne kursy, a w pierwszej kolejności do zwolnienia są Polacy...

– Jak to Polacy? – zapytałem niedowierzając. – Przecież nie można ot tak sobie, w ramach zwolnień zbiorowych, kierować się narodowością. Można wydajnością, rodzajem kontraktu, ale nie można do obywatela Zjednoczonej Europy powiedzieć "zwalniamy cię, bo nie jesteś Anglikiem".

– A ja ci, panie, mówię, że tak robią. Już przyczepili się do jednego łebka od nas, a ja podobno jestem następny.

Zjeżdżamy stąd

"Zjeżdżać" – słowo to robi ostatnio na Wyspach nową karierę. Może niekoniecznie zawrotną, ale można je usłyszeć tu i ówdzie. Bo ten i ów powtarza sakramentalne zdanie: "Chyba będziemy zjeżdżali...". Oznacza ono oczywiście postanowienie powrotu do Polski.

No i pewnego dnia, na początku tej wiosny Tomaszek i Madzia wypowiedzieli swoje sakramentalne "zjeżdżamy". – Zwolnili mnie, gnoje! Po prostu zadzwonili, że nie mam już przychodzić do pracy, tak z dnia na dzień – odparł Tomaszek zapytany o powód.

– Słuchaj, nie chcę się wtrącać, ale co tydzień przeglądam "Daily Echo" i jest tam sporo ogłoszeń o pracy dla kierowców ciężarówek. Nie udało ci się w tej firmie, ale po co zaraz takie rozwiązanie drastyczne? Pomogę ci napisać CV, weź od tych ludzi referencje i w tydzień znajdziemy ci nową robotę, może nawet z lepszą płacą – zaproponowałem nieśmiało.

– Nic z tego, zjeżdżamy stąd, decyzja już podjęta – odpowiedzieli solidarnie.

I nie było co dyskutować. Nie powiem, łezka w oku się zakręciła. To w końcu rodak. Zżyłem się trochę z człowiekiem przez ten rok. Poznałem jego problemy, wszedłem do środka jego życia pisząc jego listy, reklamacje, skargi do landlorda czy tłumacząc przy sporach z pracodawcą... Z jednej strony trochę mnie to irytowało, z drugiej... pozostanie chyba jakaś pustka. Zawsze miałem rodaka, który mieszkał kilka metrów od moich drzwi.

Jakże gorzkie czekało mnie rozczarowanie...
Paliwo za trzy tysiące...

Prawdziwe powody zjazdu, a raczej panicznej ucieczki sąsiadów poznałem nieco po ich pospiesznym zniknięciu, za sprawą znajomych znajomych. Ale wszystko w swoim czasie...

A wyjeżdżali naprawdę w pośpiechu. Pretekstem było załatwienie formalności w kraju. Jedno z nich miało wrócić po dwóch tygodniach, by – zgodnie z miesięcznym wypowiedzeniem – załatwić formalności związane ze zwolnieniem mieszkania, rozliczeniem ostatnich rachunków, podatku lokalnego i tym podobnych detali. Wcześniej jednak zabrali cały majątek – meble, sprzęt, odzież. Wszystko w panice pakowali na – prawdopodobnie wynajęty – samochód dostawczy. Zniknęli z naszego życia błyskawicznie – jak leżący zazwyczaj tylko kilka godzin i niezwykle rzadki na południu Anglii śnieg. Zostało puste mieszkanie i wybita na "do widzenia" szyba w salonie. Zniknęli, ale pozostał kac i to najgorsza jego odmiana – kac moralny, pogarszający się z każdą chwilą, gdy za sprawą znajomych zaczęły docierać do nas kolejne rewelacje na temat Tomaszka.

A więc po pierwsze: Tomaszek został oskarżony o kradzież paliwa i to nie kilku litrów. Jego szefowie, notując nieproporcjonalne nawet w branży transportowej straty paliwa, bez wiedzy kierowców zainstalowali w autach urządzenia GPS śledzące na bieżąco tryb pracy samochodu i zużycie paliwa. Zlokalizowanie winnego kierowcy było dziecinnie łatwe. Pozostała kwestia udowodnienia kradzieży. I to nie było trudne. Pewnego wieczora szefowie wybrali się za nim w trasę prywatnym samochodem. Znaleźli ciężarówkę zaparkowaną na poboczu, a na niej kanistry z nielegalnie ściągniętym z baku paliwem. Z kalkulacji firmy wynika, że spuszczając po trosze z baku Tomaszek skradł paliwo wartości ok. 3000 funtów. Pracodawca zawiózł go na posterunek policji, gdzie złożył oficjalne oskarżenie. Nie trzeba dodawać, że nasz bohater został zwolniony dyscyplinarnie...

Jesteśmy rozczarowani

Chociaż trudno było uwierzyć własnym uszom, afera z paliwem była zaledwie czubkiem góry lodowej. Rzekomy dwutygodniowy urlop minął, a nasz sąsiad nie wrócił, by rozliczyć się z landlordem. Dowiedziałem się o tym od kierowniczki agencji, telefonicznie.

– Jesteśmy rozczarowani – usłyszałem i mogłem jedynie przytaknąć.

Głupia sytuacja... Jako że to ja napisałem podanie o wcześniejsze wypowiedzenie umowy najmu, właśnie do mnie zwróciła się z pierwszym, niedowierzającym pytaniem: – Czy to możliwe, że mój sąsiad już nie wróci do Anglii?. Przy okazji dowiedziałem się, że na liście niecierpliwie oczekujących jego powrotu jest nie tylko agencja mieszkaniowa, ale także dostawca energii, operatorzy telefoniczni i sieci internetowej, o czym dobitnie świadczyły znalezione przy drzwiach rachunki... Krótko mówiąc, sąsiad uciekł z Anglii bezpowrotnie, nie płacąc ostatniego czynszu za mieszkanie, wszystkich bieżących rachunków i podatku lokalnego. Zgaduję, że nie zgłosił się także we wskazanym terminie na rozprawę sądową.

Zostawił mnie w naprawdę niezręcznej sytuacji wobec wspólnego landlorda, który dotąd zwykł łączyć nasze osoby. I trudno się dziwić, skoro na każdym kroku jawiłem mu się jako tłumacz Tomaszka. Jak teraz mam mu wytłumaczyć, że nie mam nic wspólnego z matactwami i nieuczciwością sąsiada Polaka? Nieważne, że od niemalże dwóch lat systematycznie i w terminie płacę czynsz, trzymam mieszkanie w nienagannym stanie, co potwierdzają kolejne inspekcje, rzetelnie płacę wszystkie rachunki. Dlaczego po niespełna dwóch latach uczciwej pracy muszę teraz znów kogoś przekonywać o mojej rzetelności?

Ilu takich Tomaszków?

Czy przykład Tomaszka jest odosobniony, a jeśli nie, to jak powszechne są podobne przykładny nieuczciwości naszych rodaków? W jakim stopniu takie przypadki wpływają na wizerunek Polaka w Wielkiej Brytanii?

Nie musi ich być wiele. Prawdę powiedziawszy wystarczy, by operator internetu bezprzewodowego i telefonii komórkowej "przejechał" się na kilku Polakach, którzy niespodziewanie wrócili do kraju nie regulując swoich rachunków. Najdobitniejszym dowodem, że coś jest na rzeczy niech będzie fakt, że obecnie w Southampton podpisanie umowy abonenckiej na telefon komórkowy czy modem internetowy dla Polaka praktycznie graniczy z cudem. A jeszcze rok temu obywało się to bez zbędnych formalności – wystarczył jeden dowód tożsamości i podpis. Teraz już się na nas poznali. To przykre. Coraz więcej agencji mieszkaniowych słysząc, że ma do czynienia z Polakami, prosi o wyższe niż zwyczajowe kaucje. Nie trzeba być naprawdę wyczulonym, by spotkać się w codziennym życiu z pewną ostrożnością, ot chociażby w sklepie RTV który chętnie sprzeda Polakowi każdy towar za gotówkę, ale nie rozłoży na raty...

Paradoks: to właśnie ci nieuczciwi, wracając do Polski rozprzestrzeniają wieści o tym, że Polacy w Anglii są źle traktowani, nie ma mowy o równości, są represjonowani w zatrudnieniu i życiu codziennym. I wieści te są trochę jak samospełniająca się wróżba – dzięki takim jak oni tu, w Anglii, cierpią przykładnie uczciwi polscy lekarze, nauczyciele, pielęgniarki, budowlańcy, sprzątacze, kucharze – ludzie solidnej, codziennej roboty, którzy tak naprawdę cenieni są tylko za jedno: że potrafią pracować tak ciężko, jak nikt inny.

Patetyczne? Może trochę. Ale zmęczony już jestem czytaniem kolejnych internetowych komentarzy w stylu: "Ja, mieszkający ciągle w Polsce proszę: Drodzy emigranci w Anglii, nie wracajcie...". A wręcz mam ochotę sparafrazować: "Drodzy jumole, łysole, cwaniaki, złodzieje... wróćcie do kraju. A ci, którzy tam są, niech zostaną. Nie musi nas tu być półtora miliona. Wystarczy sto tysięcy, ale takich, za których nie będziemy się wstydzić".
News z sieci
Złodzieje, dziwki, menele są w każdym społeczeństwie, tu niemożna wyróżniać jednych.
Ja sam się spotkałem z faktem kradzieży lecz nie mojej strony: ) złapano siniola który ukradł przewód audio z komputera otwartego w sklepie ze sprzętem elektrycznym i co? i złapała go ochrona, kazała włożyć jemu ten przewód w to samo miejsce i najlepsze jest to ze nie pamiętał z którego to miejsca wyciągnął, oczywiście wypuścili go. Ja zwróciłem im uwagę że to powinno być zgłoszone jako próba kradzieży do POLICJI ponieważ jeżeli złodziej nie poniesie konsekwencji z drobnej kradzieży to zrobi to ponownie w innym miejscu lub przyjdzie tu i ponowi próbę kradzieży.
Jeden za wszystkich, wszyscy za jednego, zawsze jedna czarna owca będzie budowała opinię
dla pozostałych.
To jest nieuniknione tak jak Anglicy, oni przyjeżdżają do naszego kraju, jedni są normalni i zwiedzają a drudzy zachowują się jak zwierzęta.
Nigdy nie byłem wazeliniarzem, wolę nagą prawdę od szydzącego pochlebstwa. Nikt nie jest doskonały ale trzeba być zawodowcem w tym co się robi. Nie oceniam za wygląd tylko za przekaz

Do góry stronyOffline

Temat zamknięty

Numer AIMNumer gadu-gadu

Korba102

Post #4 Ocena: 0

2009-04-24 21:01:29 (5 lat temu)

Korba102

Posty: 1331

Mężczyzna

Konto zablokowane

Z nami od: 16-02-2008

Skąd: London

Brytyjczycy modlą się do... Jedi
Nowa religia ma na Wyspach ponad 400 tysięcy wyznawców.

Zwolennicy Jedi uważają się za ateistów. Deklarują, że kochają "Gwiezdne Wojny" i nie uznają żadnych podziałów. Nie ma dla nich znaczenia rasa, ani orientacja seksualna.

To nie jest żart. Bycie Jedi jest sposobem na życie - powiedziała Pam Fleming, oficer policji z Glasgow. - Wszyscy funkcjonariusze powinni być jak Jedi - dodaje.

Policjantka twierdzi, że wiara pomaga jej w walce z przestępcami. Jak twierdzi, metody stosowane przez bohatera filmów sprawdzają się zwłaszcza podczas przesłuchań.

Nie jest jedyna. Według oficjalnych statystyk w Anglii i Walii w religię "Gwiezdnych Wojen" wierzy prawie pół miliona ludzi.


News z sieci
Ludzie chcą wierzyć w cuś. To coś może być byleco. Od krzyża do butki telefonicznej włącznie co więcej?
Ile jest człowieczeństwa w samym człowieku?
Jedni potrzebują wiary, inni nakłaniają siłą do przejścia do tej w której broczą.
Wszak Boga niema więc nie martw się zawczasu, za to jest budka policyjna i jedi.
Człowiek jest miękki jak ciasto im bardziej wierzy tym więcej zawiści jest nim samym.

Nigdy nie byłem wazeliniarzem, wolę nagą prawdę od szydzącego pochlebstwa. Nikt nie jest doskonały ale trzeba być zawodowcem w tym co się robi. Nie oceniam za wygląd tylko za przekaz

Do góry stronyOffline

Temat zamknięty

Numer AIMNumer gadu-gadu

Korba102

Post #5 Ocena: 0

2009-04-25 09:43:12 (5 lat temu)

Korba102

Posty: 1331

Mężczyzna

Konto zablokowane

Z nami od: 16-02-2008

Skąd: London

UK: będą musieli ogłaszać ile zarabiają kobiety
W przyszłym tygodniu ma zostać ogłoszony projekt nowego prawa, którego głównym celem będzie zmniejszenie różnicy w zarobkach kobiet i mężczyzn w Wielkiej Brytanii - poinformował "The Guardian".
Zgodnie z nowymi przepisami wszystkie prywatne firmy zatrudniające więcej niż 250 osób oraz państwowe mające ponad 150 pracowników będą zobowiązane do ogłaszania statystki informującej, jaka jest w nich różnica między wynagrodzeniami kobiet i mężczyzn.

Harriet Harman, zajmująca się w rządzie Gordona Browna tzw. "pay gap", powiedziała, że jawność w kwestii płac to pierwszy krok w stronę zwalczenia nierówności.

"The Guardian" informuje, że w Wielkiej Brytanii kobiety pracujące na cały etat zarabiają średnio 17% mniej niż mężczyźni. Te, które pracują na część etatu zarabiają średnio aż o 36% mniej. Także premie, które otrzymują mężczyźni są średnio wyższe niż te otrzymywane przez kobiety - różnica wynosi 79%.

W drugiej połowie roku mają zostać ogłoszone w jaki sposób statystyki mają być przygotowywane i publikowane
News z sieci
Bardzo istotna ile zarabiają powinni jeszcze ujawnić ile z nich bierze kasę na benefisach głównie chodzi o kobiety MUSLIM, które są żonami o tych w ogóle się nie mówi wręcz udaje się głuchotę.
Praktyki z krajów Wschodnich są legalne w kraju o strukturze związków w monogamii a w świetle prawa wielożeństwo ściga się z urzędu.
No cóż ktoś powie że w końcu są u siebie??
Nigdy nie byłem wazeliniarzem, wolę nagą prawdę od szydzącego pochlebstwa. Nikt nie jest doskonały ale trzeba być zawodowcem w tym co się robi. Nie oceniam za wygląd tylko za przekaz

Do góry stronyOffline

Temat zamknięty

Numer AIMNumer gadu-gadu

Korba102

Post #6 Ocena: 0

2009-04-25 20:57:25 (5 lat temu)

Korba102

Posty: 1331

Mężczyzna

Konto zablokowane

Z nami od: 16-02-2008

Skąd: London

Nie ma miejsc w londyńskich szkołach
Rady w Londynie donoszą, że w stołecznych szkołach podstawowych brakuje miejsc

Wyż demograficzny i kryzys gospodarczy coraz częściej skłania rodziców do posyłania dzieci do szkół lokalnych.

Na skutek krachu na rynku nieruchomości rodziny przestały wyprowadzać się z Londynu w momencie osiągnięcia przez dzieci wieku szkolnego. Jak wskazują badania, coraz więcej rodziców wybiera szkoły państwowe zamiast prywatnych.

Stołeczne rady przygotowały raport, który ujawnia, że we wrześniu zabraknie 2250 miejsc w szkołach, a liczba ta wzrośnie do ponad 5 tysięcy w przyszłym roku. Samorządy już zostały zmuszone do udostępnienia tymczasowych lokali i zwiększenia wielkości klas. Około 25 z 33 dzielnic Londynu zmaga się z niedoborem, który – jak ostrzegają radni – w 2014 roku wyniesie aż 18 300 miejsc.

Liderzy związku dyrektorów mówią, że skutki trwającego od 2001 roku wyżu demograficznego w połączeniu z recesją, która skłania rodziców do podejmowania innych wyborów edukacyjnych, będą odczuwalne również poza stolicą, a także w szkolnictwie średnim.

Organizacja London Councils, która prowadzi kampanię w imieniu londyńskich dzielnic, ostrzega, że szkoły mogą nie dać rady przyjąć we wrześniu wszystkich chętnych uczniów.

Przewodniczący rady Islington James Kempton mówi: – Skala problemu jest ogromna. Dzielnice starają się jak mogą, udostępniając tymczasowe sale lekcyjne, zwiększając liczebność klas powyżej 30 osób i zatrudniając dodatkowy personel. Mamy opracowany plan awaryjny, ale nie możemy zagwarantować, że obejmie on każde dziecko.

– Trudności pojawiły się już we wrześniu zeszłego roku, ale poradziliśmy sobie. One jednak nie znikną, a będą narastać. Jeżeli nie zaczniemy budować teraz, nie osiągniemy żadnej poprawy przed wrześniem 2010 roku. Z tym problemem rady same się nie uporają. Potrzebujemy pomocy od rządu – podkreśla.

Raport London Councils twierdzi, że przepełnienie jest skutkiem trwającego od 2001 roku wyżu demograficznego, który najbardziej odczuła stolica. W Londynie w okresie siedmiu lat odnotowano wzrost wskaźnika urodzeń o 20,5proc., przewyższający krajową średnią wynoszącą 16,8proc.. Między 2001 a 2007 roku liczba urodzeń w Barking & Dagenham wzrosła o 40 proc., w Greenwich o 36 proc., w Hounslow o 29 proc. i w Sutton o 28 proc.

Spośród 25 zgłaszających kłopoty władz lokalnych większość potrzebuje od 7 do 13 dodatkowych oddziałów, by zaspokoić popyt. Jedna z dzielnic – niezidentyfikowana w raporcie – prognozuje jednak, że trzeba będzie utworzyć aż 25 nowych klas.

Według raportu winny tej sytuacji jest również kryzys gospodarczy. "Powoduje on, że rodzice rzadziej posyłają dzieci do niepublicznych szkół, co zwiększa obciążenia dla sektora państwowego. Kryzys na rynku nieruchomości oznacza, że mniej rodzin przenosi się poza obszar stolicy" – czytamy w dokumencie.

Radni lobbują za 740 milionami funtów dotacji na nowe budynki z salami lekcyjnymi. Kempton dodaje, że popyt wzrasta również ze względu na poprawę jakości państwowego szkolnictwa podstawowego.

John Dunford, sekretarz generalny Association of School and College Leaders mówi: – Można było się tego spodziewać, i podejrzewam, że takie same trudności będą przeżywać szkoły średnie. Dużo mówi się o tym, że młodzież odchodzi z prywatnych ogólniaków, więc ten efekt na pewno będzie odczuwalny.

Sarah Teather, deputowana Liberalnych Demokratów z Brent East opowiada, że w jej regionie na liście oczekujących na wolne miejsce w szkole we wrześniu znajduje się setka dzieci. – Edukacja to fundamentalne prawo. Rodzice w Brent poważnie się stresują, kiedy słyszą, że ich dziecko nie może na razie zostać przyjęte, bo szkoły są pełne. To jest Londyn, na miłość boską, a nie prowincjonalne miasteczko w kraju Trzeciego Świata. To skandal, że rząd nie inwestuje w system wystarczającej ilości pieniędzy, by sfinansować miejsce w podstawówce dla każdego dziecka.

Rzecznik Ministerstwa ds. Szkół, Dzieci i Rodzin oświadcza: – Zgodnie z prawem władze lokalne muszą zapewnić każdemu dziecku objętemu obowiązkiem szkolnym odpowiednie miejsce w szkole.

– Szkoły w Anglii dostają siedmiokrotnie większe dofinansowanie na budowę i remonty; wzrosło ono z 700 milionów do 7 miliardów funtów rocznie. Dzięki tym bezprecedensowym podwyżkom funduszy nadrabiamy dziesięciolecia niedostatecznych inwestycji i poprawiamy standardy nauczania.

- Wyasygnowaliśmy już pieniądze dla szkół na okres 2008-11, wyliczając je w oparciu o podawane przez władze lokalne prognozy liczby uczniów, ale London Councils kwestionują dokładność tych przewidywań. czytamy ich raport z zainteresowaniem i weźmiemy go pod uwagę, podejmując w przyszłości decyzje dotyczące finansowania szkół – zapowiada rzecznik.

Nuws z sieci
W UK wszyscy kradną jak mogą nauczyciele udają, że uczą a uczniowie starają się jakoś przetrwać czas nauki.
Tu najwięcej dzieci polskich chodzi do szkół, ponieważ tak o nas piszą, lecz jak przejdziesz się po tych szkołach to nawet w niektórych ciężko jest trafić na BIAŁE dziecko, no cóż te z Azji i Afryki tez polskie?
Anglicy to debile może nie wszyscy, lecz jakaś część na pewno.
Poprawności nigdy nie zawile, to jest jedyny cel w życiu każdego anglika

[ Ostatnio edytowany przez: Korba102 26-04-2009 08:18 ]

Nigdy nie byłem wazeliniarzem, wolę nagą prawdę od szydzącego pochlebstwa. Nikt nie jest doskonały ale trzeba być zawodowcem w tym co się robi. Nie oceniam za wygląd tylko za przekaz

Do góry stronyOffline

Temat zamknięty

Numer AIMNumer gadu-gadu

Korba102

Post #7 Ocena: 0

2009-04-25 21:09:13 (5 lat temu)

Korba102

Posty: 1331

Mężczyzna

Konto zablokowane

Z nami od: 16-02-2008

Skąd: London

Ciemne interesy Partii Boga

Nazwa organizacji Hezbollah pochodzi z Koranu i oznacza "Partię Boga"

Tymczasem radykalna organizacja islamska finansuje działalność terrorystyczną z funduszy zarobionych na handlu narkotykami, diamentami i praniu brudnych pieniędzy.

Szejk Hassan Nasrallah, libański szef Hezbollahu przybrał niewinny wyraz twarzy podczas wygłaszania przemówienia telewizyjnego. "Od kiedy to niesienie pomocy palestyńskim braciom jest czymś niegodnym?" – zapytał. Jego słowa były reakcją na żenującą wpadkę podległej mu organizacji po odkryciu przez egipską policję siatki Hezbollahu w Egipcie. Podziemnia komórka miała wspierać Palestyńczyków ze Strefy Gazy w walce z Izraelem i uczestniczyć w porwaniach turystów izraelskich. Po sukcesie odniesionym przez władze egipskie, po raz pierwszy Hezbollah musiał przyznać, że nie ogranicza działalności tylko do terytorium Libanu, ale operuje także w innym państwie arabskim.

Już od dawna wiadomo, że Hezbollah prowadzi rozległe interesy na arenie międzynarodowej w oparciu o siatkę powiązań finansowych. Nielegalne transakcje służą do zdobywania pieniędzy potrzebnych na finansowanie partii i bojówek, których przedstawiciele zasiadają w libańskim rządzie i parlamencie, walkę z Izraelem oraz na prowadzenie działalności charytatywnej na terenie Libanu. Według raportów służb wywiadowczych oprócz datków finansowych przekazywanych przez Libańczyków żyjących poza granicami kraju Hezbollah zarabia krocie na handlu diamentami i narkotykami, na piractwie towarowym i praniu brudnych pieniędzy. Eksperci z USA, Europy i Izraela są przekonani o istnieniu na całym świecie nielegalnych kanałów przepływu pieniędzy kontrolowanych przez Hezbollah. Amerykańska agencja do walki z narkotykami wspólnie z policją Kolumbii i Meksyku rozbiła wiele gangów narkotykowych, utrzymujących ścisłe kontakty z zagranicznymi firmami libańskimi i działaczami Hezbollahu. Izraelski Instytut Antyterrorystyczny z Herzeliya uważa, że w rękach Libańczyków znajduje się miasto Maicao, leżące na półwyspie Guajira w Kolumbii , będące głównym ośrodkiem prania brudnych pieniędzy.

Okazuje się, że wcale nie jest łatwo udowodnić Hezbollahowi tego rodzaju powiązania. W Ameryce Południowej i Afryce ugrupowanie używa jako kamuflażu firm rodzinnych, typowych dla świata arabskiego. Założyli je przed dziesiątkami lat Libańczycy żyjący w Panamie, Wenezueli, Sierra Leone, Senegalu, czy Kamerunie. W mniejszym lub większym stopniu wspierają oni dobrowolnie organizację islamską. "Raz na rok lub pół roku Hezbollah wzywa libańskich przedsiębiorców z Afryki Zachodniej do wpłacania pieniędzy – można przeczytać w raporcie amerykańskiej organizacji pozarządowej International Assessment and Strategy Center. Bardzo trudno przeniknąć powiązania Hezbollahu. – Belgijskie służby wywiadowcze uważają, że klanowe struktury lokalnych gmin szyickich stanowią legalną i nielegalną bazę dla aktywności gospodarczej Hezbollahu" – informuje dokument. W Afryce ugrupowanie specjalizuje się w intratnym handlu diamentami, zmonopolizowanym przez libańskich szyitów. W 2003 roku skazano w Belgii za nielegalnych handel diamentami dwóch Libańczyków, sympatyków Hezbollahu. W 2003 roku wśród ofiar katastrofy samolotowej w Beninie znalazło się dwóch wysłanników Hezbollahu, przewożących w bagażu dwa miliony dolarów w gotówce.

Podobny schemat działalności Hezbollahu można zaobserwować również w Ameryce Łacińskiej. Za ostoję bezprawia uchodzi zwłaszcza region znajdujący się na pograniczu Argentyny, Brazylii i Paragwaju. Według informacji Stanów Zjednoczonych w miastach Ciudad del Este i Foz do Iguazu szefowie mafii z całego świata piorą co roku około dwunastu miliardów dolarów. Amerykańscy eksperci uważają, że działaczom Hezbollahu udało się wprowadzić do legalnego obiegu setki milionów dolarów pochodzących z handlu narkotykami, bronią i podrabiania markowych produktów. Ubijanie intratnych interesów w Ameryce Łacińskiej i Afryce umożliwia sieć powiązań rodzinnych i skorumpowani urzędnicy. Hezbollahowi przynosi szczególnie duże zyski handel narkotykami prowadzony we współpracy z potężnymi kartelami kolumbijskimi lub meksykańskimi. Znawcy tematu mówią nawet o istnieniu procederu określanego mianem "narko-islamu". W 2008 roku rozbito kolumbijski gang narkotykowy utrzymujący ścisłe kontakty z Hezbollahem. W oczach policji był to przekonujący dowód na istnienie partnerstwa między latynoskimi baronami narkotykowymi, a bliskowschodnimi islamistami.

Tam, gdzie pojawiają się bojówki szejka Nasrallaha operują także służby irańskie. O ich kooperacji świadczą różne wskazówki. To właśnie Hezbollah do spółki z irańskimi służbami wywiadowczymi odpowiada za dwa zamachy bombowe, przeprowadzone na obiekty izraelskie w Argentynie w latach dziewięćdziesiątych. Aktywność Hezbollahu i Iranu jest szczególnie widoczna na terenie Wenezueli. Antyamerykański prezydent Hugo Chávez jest przyjacielem irańskiej głowy państwa Mahmuda Ahmadinedżada i dostrzega w nim partnera w walce z Waszyngtonem. Amerykańskie służby śledcze przypuszczają nawet, że wenezuelskie urzędy państwowe przychylnie nastawione do firm Hezbollahu zaopatrują je w fałszywe paszporty.

Kolejną wskazówką świadczącą o ożywionej współpracy są "muzułmańskie ośrodki kulturalne", zakładane przez Teheran w krajach Afryki i Ameryki Łacińskiej. Według słów amerykańskiego sekretarza obrony Roberta Gatesa stanowią przykrywkę "do prowadzenia działalności misyjnej przez agentów Hezbollahu i Iranu". Michael Braun, były szef operacyjny amerykańskiej agencji rządowej do zwalczania narkotyków donosi o obecności irańskich Strażników Rewolucji w Ameryce Łacińskiej i o współpracy tej organizacji paramilitarnej z Hezbollahem.

Nabih Berri, przewodniczący libańskiego parlamentu i lider szyickiej partii Amal urodził się w Sierra Leone. Nic dziwnego, że utrzymuje ścisłe kontakty z afrykańskim państewkiem. Iran wyraźnie uaktywnił swą działaność na terenie Sierra Leone wykorzystując kontakty Berriego, sojusznika Hezbollahu. Pierwsze projekty przewidują zacieśnienie stosunków dyplomatycznych i budowę ośrodka kulturalnego we Freetown, stolicy kraju.
News z sieci

Za szmal wszystko idzie kupić tu muzułmanie kupują władzę i świecie również.
Spoko trzeba przejść na ISLAM i podbijesz świat

My się nie damy

[ Ostatnio edytowany przez: Korba102 25-04-2009 21:12 ]

Nigdy nie byłem wazeliniarzem, wolę nagą prawdę od szydzącego pochlebstwa. Nikt nie jest doskonały ale trzeba być zawodowcem w tym co się robi. Nie oceniam za wygląd tylko za przekaz

Do góry stronyOffline

Temat zamknięty

Numer AIMNumer gadu-gadu

Korba102

Post #8 Ocena: 0

2009-04-26 08:00:59 (5 lat temu)

Korba102

Posty: 1331

Mężczyzna

Konto zablokowane

Z nami od: 16-02-2008

Skąd: London

Pięciu Polaków ratowało Żydów. A reszta to antysemici?

Od kilku dni media każą się nam cieszyć tym, iż prezydent Obama uhonorował kilkoro Polaków. Ale może wcale nie powinniśmy mieć powodów do satysfakcji?

We wtorek Barack Obama przemawiał na Kapitolu z okazji Dnia Pamięci Ofiar Holocaustu. Wśród gości zaproszonych na uroczystość było również pięcioro polskich Sprawiedliwych – ludzi, którzy ratowali podczas wojny Żydów. Serwis Polskiego Radia – jako jedno z niewielu mediów – zwrócił uwagę na dokonanie przez Obamę nieco dziwnego zestawienia:


Amerykański prezydent wyraził też szacunek dla grupy polskich Sprawiedliwych Wśród Narodów Świata. Jednak sposób w jaki odnotował ich obecność może przyczynić się do utrwalenia stereotypu o obojętności Polaków wobec zagłady Żydów.

Podczas uroczystości Barack Obama określił Holokaust mianem jednego z najbardziej barbarzyńskich aktów w historii i oddał hołd 6 milionom ofiar tej tragedii. Wymieniał też liczby: 7200 uratowanych duńskich Żydów, 5000 Żydów uratowanych w wiosce Le Chambon we Francji oraz... pięcioro sprawiedliwych kobiet i mężczyzn, którzy przybyli tu z Polski.

Przemowę amerykańskiego prezydenta możemy obejrzeć na oficjalnym profilu Białego Domu w serwisie You Tube
Obama nie wspomniał ani słowem o tym, że dokonania Polaków w dziele ratowania Żydów daleko wykraczały poza jakiekolwiek czyny mieszkańców Europy Zachodniej. Bloger witek zinterpretował słowa prezydenta USA bardzo dosadnie:

Wnioski nasuwają się same: biedni, nieliczni, okupowani od wiosny 1940 roku Duńczycy uratowali prawie 20 tys. swoich żydowskich sąsiadów, w samej jednej wiosce francuskiej uratowano ich 5 tysięcy, a tradycyjnie antysemickiej, żydożerczej Polsce tylko 5 ludzi zdobyło się na ten heroiczny czyn.

Witek zapewne sporo przesadza, lecz sprawa jest rzeczywiście zastanawiająca. Możemy być dumni z tysięcy Polaków ryzykujących własne życie w obronie życia Żydów. I bynajmniej nie jest z naszej strony bezczelnością domaganie się od świata, w tym Ameryki, by doceniono ten fakt.

Niestety, w kontekście przemowy Obamy można uznać, że poświęcenie Polaków nadal czeka na należne mu uznanie.
News z sieci
My nie umiemy zachować się normalnie a co dopiero godnie, głowy państwa spychają się z krzesła. Krajanie na obczyźnie wyzywają się od bydła nachylającego się nad talerzem z gównem itd. Walczymy tylko o swoje a nie potrafimy zadbać o wizerunek.
Cóż taki Burak Obama( AMERYKANIN) może wiedzieć o Polsce? Skoro sam pochodzeniem swoim sięga korzeniami do rodu pasożytów. Widzi dwóch debili, co warczą do siebie jak psy a trzeci wcześniej informuje publicznie, że nie będzie kandydował na szefa NATO a później ogórek w umyśle zmiękł zmieniając zdanie.
Polacy to anty semici! Ja sam zabiłem jednego wieczorem i zamurowałem zwłoki w pobliskim kościele.

[ Ostatnio edytowany przez: Korba102 26-04-2009 08:12 ]

Nigdy nie byłem wazeliniarzem, wolę nagą prawdę od szydzącego pochlebstwa. Nikt nie jest doskonały ale trzeba być zawodowcem w tym co się robi. Nie oceniam za wygląd tylko za przekaz

Do góry stronyOffline

Temat zamknięty

Numer AIMNumer gadu-gadu

Korba102

Post #9 Ocena: 0

2009-04-27 21:57:08 (5 lat temu)

Korba102

Posty: 1331

Mężczyzna

Konto zablokowane

Z nami od: 16-02-2008

Skąd: London

Ratujmy rodzinę
Jeśli rodzina nie spełnia swych funkcji, zagrożone jest społeczeństwo i mamy wiele oznak takiego stanu rzeczy

Wielka Brytania w niewielu sprawach przoduje, ale jeśli chodzi o patologię społeczną, z pewnością tak jest.

Zaniedbanych i w rezultacie bez kontroli jest u nas wiele dzieci: mamy wysokie wskaźniki nieobecności w szkole, a przemoc i przestępstwa wśród młodzieży, nawet morderstwa, tak się w ostatnich latach nasiliły, że stanowią codzienną treść wiadomości w mediach. O samookaleczeniach wśród dzieci nie słyszano od 25 lat, a dziś to zjawisko powszechne.

Rosnący poziom dysfunkcji społecznych jest odzwierciedleniem fragmentacji rodziny. Nasze oczekiwania wobec rodziców i ich odpowiedzialności za dobro dzieci nigdy nie były niższe. Pomimo licznych tragedii i wielu spraw, w których badano zaniedbania ze strony rodziców i państwa wobec dzieci, niewiele się zmienia – dowodem może być śmierć Baby P.

To, że coraz więcej dzieci u nas jest poszkodowanych wynika z faktu, że o wiele więcej ich jest wychowywanych przez samotnych lub żyjących bez ślubu rodziców, a rząd nadal wyznaje politycznie poprawny mit, że jest to normalne.

Opublikowany ostatnio przez Krajowy Urząd Statystyczny raport o trendach społecznych pokazuje nowy etap rozpadu tradycyjnej rodziny. Dzisiaj posiadanie dziecka to pierwsze poważne wydarzenie w życiu dorosłej osoby, przed małżeństwem. Obecnie 30 procent kobiet w wieku poniżej 30 lat rodzi, nie mając ukończonych lat 25, ale tylko 24 procent kobiet w wieku poniżej 30 lat to mężatki. Państwo może się starać ze wszystkich sił wydobyć dzieci z ubóstwa ekonomicznego, ale nie zdoła wydobyć ich z ubóstwa emocjonalnego wynikającego z sytuacji rodziny.

Fakty są takie, że dzieci wychowywane przez rodziców niemających ślubu są bardziej narażone na zaburzenia rozwojowe. Jedna na dwie pary niemające ślubu rozpada się przed pierwszymi urodzinami dziecka.

Skazane na obojętnych ojców i różnych opiekunów, dzieci dorastające w takich rodzinach są bardziej narażone na fizyczne prześladowania, niepowodzenia w szkole, wagarowanie, depresję i inne choroby psychiczne oraz sięganie po narkotyki i alkohol. Ich droga życiowa jest mniej bezpieczna i mniej stabilna. Jako osoby dorosłe są mniej zdolne do tworzenia trwałych i odpowiedzialnych związków, więc problem przechodzi z pokolenia na pokolenie.

Tragedia polega na tym, że koszta rozpadu rodziny znane są od dawna, a mimo to są uparcie ignorowane przez polityków obu partii. Od początku lat 70. wzrasta liczba rozwodów i par żyjących bez ślubu, co jest odzwierciedleniem liberalizacji praw dotyczących rozwodu, przemian opinii publicznej i pojawienia się feminizmu. Raport Finera z 1974 roku jako pierwszy dostrzegł to zjawisko, stwierdzając, że skutkami rozpadu małżeństw będą w przypadku dzieci gorsze wyniki w nauce i rozwoju, przestępczość i problemy emocjonalne.

W 1990 roku kontrowersyjny socjolog amerykański, Charles Murray ostrzegał, że w Wielkiej Brytanii pojawia się grupa społeczna będąca rezultatem coraz większej liczby nieślubnych związków. Nie był to przejaw reakcyjnej moralności prawicy. Potwierdzenie tych tez zawierała opublikowana w 1993 roku książka "Familie without Fatherhood" socjologów Normana Dennisa i Georga Erdosa. Wykazali oni, że nawet gdy warunki ekonomiczne są takie same, dzieci samotnych matek radzą sobie gorzej, a często znacznie gorzej, niż dzieci małżeńskie. Okazało się też, że dzieci rodziców rozwiedzionych radzą sobie gorzej zarówno od dzieci adoptowanych, jak i tych, które straciły rodzica.

Dennis i Erdos przypisali te zjawiska niechętnej małżeństwu feministycznej ideologii lat 70. i 80. W środowiskach wielkomiejskich mężczyźni zostali relegowani na margines życia rodzinnego. Badacze ci wskazywali też na związek między samotnym rodzicielstwem a przestępczością i zależnością od pomocy społecznej. Ale mimo że ich tezy były słuszne i są obecnie popierane przez polityków tak różnych jak Frank Field i Iain Duncan Smith, zostały zagłuszone przez coś, co nazwałabym "szkołą feminizmu Polly Toynbee" propagującą politycznie poprawny program, przed którym chylą pokornie czoła politycy obu partii.

Do obecnego rozbicia rodziny przyczyniły się obie partie. Prawne i podatkowe rozwiązania niekorzystne dla małżeństw były przyjmowane przez kolejne rządy. W latach 80. torysi zreflektowali się, że krąg biedy należy przełamywać, dbając zarówno o ekonomiczne, jak i emocjonalne potrzeby dzieci. Wprowadzona przez Nigela Lawsona reforma podatków zapoczątkowała znoszenie ulg dla par małżeńskich, nie udało mu się bowiem zrównoważyć opodatkowania osób przez przerzucenie niewykorzystywanej ulgi na niezarabiającą i na ogół wychowującą dziecko małżonkę. Plan ten rozbił się o skałę feministycznej ignorancji i uprzedzeń.

Kiedy w 1997 roku do władzy doszła Partia Pracy, doradcy tacy jak profesor Halsey i Norman Dennis, którzy chcieli wspierać tradycyjną rodzinę, zostali zmarginalizowani i zatriumfował irracjonalny feminizm. Pierwszy budżet Gordona Browna oznaczał, jak podkreślała z wielką satysfakcją w tamtym czasie Harriet Harman, "koniec założenia, że rodzina składa się z mężczyzny, który zarabia na chleb, i kobiety, która siedzi w domu". Te posunięcia laburzystów nie tylko uwzględniały fakt, że kobiety mają płatną pracę i potrzebują pomocy w opiece nad dziećmi, ale agresywnie promowały ten program zachętami podatkowymi i szerokim rozwojem instytucji opiekujących się dziećmi. Zamiar obcięcia świadczeń samotnym rodzicom, by zniechęcać ich do polegania wyłącznie na zasiłku, został zarzucony, ponieważ w partii zawrzało i groził bunt.

Od lat 70. samotni rodzice otrzymują więcej wsparcia od państwa niż pary małżeńskie z taką samą liczba dzieci. Jak zauważa Jill Kirby w "The Price of Parenthood", ta niekorzystna dla pełnych rodzin polityka umacniała się za rządów Partii Pracy, a system podatkowy pozwalał rządowi zacierać granicę pomiędzy ulgami podatkowymi a pomocą socjalną. Obecny system penalizuje zarówno małżeństwa, jak i jawne związki partnerskie. Najbardziej cierpią rodziny o średnich dochodach; płacą relatywnie wysokie podatki i zazwyczaj mają kredyt hipoteczny do spłacenia.

Korzyści płynące z bycia samotnym rodzicem są tak znaczne, że Shaun Bailey, kandydat torysów w Hammersmith stwierdził w swym raporcie "No-man's-land" z 2005 roku, że: "Wszyscy wiedzą, iż lepiej być samotnym rodzicem, nie łudźmy się. My szybko potrafimy się zorientować, co przyniesie nam najwięcej pieniędzy. To jest przykład pułapki, w jakiej znaleźliśmy się dzięki polityce rządu, która zniechęca nas do wychowywania dzieci w pełnych rodzinach".

Partia Pracy chciała ograniczyć zależność samotnych rodziców od państwa, nakłaniając ich lub przymuszając do podjęcia pracy, ale nic z tego nie wyszło, ponieważ system świadczeń socjalnych przeciwdziała takim zamierzeniom. Rezultat to dziesiątki tysięcy samotnych matek bez wykształcenia i kwalifikacji, które w istocie są w związku małżeńskim, ale z państwem. Jeśli ojciec dziecka realnie istnieje, zazwyczaj jest bezrobotny i nie ma na nic wpływu.

Czy da się coś zmienić? Owszem, ponieważ tak być nie musi. Większość krajów europejskich wciąż wspiera małżeństwo systemem podatkowym i świadczeniami socjalnymi, i nie ma powodów, by w Wielkiej Brytanii było inaczej. Jako jedyni w Europie mamy takie liberalne i indywidualistyczne podejście, które okazało się rujnujące dla jednostek i dla społeczeństwa. Trzeba będzie jednak wielkiej politycznej odwagi, by zmienić system podatkowy, który zniechęca do małżeństwa i zachęca do samotnego rodzicielstwa. Będzie to oznaczało kulturową przemianę, której początek powinno dać obalenie fałszywej argumentacji Partii Pracy, że wszelka zmiana systemu podatkowego oznacza penalizację i stygmatyzację dzieci samotnych rodziców. Potrzebne będzie nowe spojrzenie na potrzeby dziecka – przede wszystkim zrozumienie, że potrzebują one stabilnego związku rodziców i rodzicielskiej odpowiedzialności. Niestety, mimo wszystkich pięknych słów i programów, ten rząd wciąż robi coś odwrotnego.

News z sieci
Zepsutego juz nic nie jest w stanie zepsuć, menelstwo jest wszędzie w każdym kraju i tu nie ma co rzucać się z motyka na księżyc, by cokolwiek zmieniać a tu dopiero jest tego menelstwa
Nigdy nie byłem wazeliniarzem, wolę nagą prawdę od szydzącego pochlebstwa. Nikt nie jest doskonały ale trzeba być zawodowcem w tym co się robi. Nie oceniam za wygląd tylko za przekaz

Do góry stronyOffline

Temat zamknięty

Numer AIMNumer gadu-gadu

Korba102

Post #10 Ocena: 0

2009-04-27 22:14:09 (5 lat temu)

Korba102

Posty: 1331

Mężczyzna

Konto zablokowane

Z nami od: 16-02-2008

Skąd: London

Niemcy: rynek pracy zamknięty do 2011 r.

Rząd Niemiec oficjalnie poinformował Komisję Europejską, że utrzyma ograniczenia na rynku pracy dla obywateli nowych krajów UE przez kolejne dwa lata, do 2011 r. - poinformowała PAP rzeczniczka ministerstwa pracy w Berlinie Heike Helfer.
Tym samym Berlin potwierdził decyzję, która zapadła już latem zeszłego roku.

Uzasadniono ją występowaniem poważnych zakłóceń na niemieckim rynku pracy, które dotykają przede wszystkim grupy osób pozostających bez pracy przez dłuższy czas i osób o niskich kwalifikacjach zawodowych oraz regiony wschodnich Niemiec.

Obecny kryzys gospodarczy grozi nasileniem się tych zakłóceń. "Przedłużenie środków przejściowych jest konieczne z punktu widzenia polityki dotyczącej rynku pracy" - napisano w przekazanej PAP informacji dla Komisji Europejskiej.

Wprowadzony wraz z rozszerzeniem UE w 2004 r. okres przejściowy obejmuje obywateli Polski, Litwy, Łotwy, Estonii, Węgier, Czech, Słowacji, Słowenii.

Niemiecki rząd argumentuje, że decyzję o utrzymaniu restrykcji podjęto po konsultacjach z partnerami społecznymi. Za ograniczonym dostępem do niemieckiego rynku pracy opowiedziały się szczególnie związki zawodowe, ale także niektóre organizacje pracodawców, jak Centralny Związek Niemieckiego Rzemiosła.

Za "poważne zakłócenia" występujące na rynku pracy w Niemczech władze w Berlinie uznają wysoki poziom bezrobocia. W 2008 r. bez pracy pozostawało średnio 3,3 mln osób, co odpowiadało stopie bezrobocia na poziomie 7,8 proc.

Szczególnie trudna sytuacja panuje we wschodnich krajach związkowych Niemiec, gdzie nadal widoczne są konsekwencje powojennego podziału Niemiec. W 2008 r. stopa bezrobocia na wschodzie sięgała średnio 14,2 proc. - zauważono w informacji niemieckiego rządu.

Ponad połowa niemieckich bezrobotnych (56,5 proc. w 2007 r.) to osoby pozostające bez pracy przez dłuższy czas.

W bieżącym i kolejnym roku niemiecki rząd oczekuje pogorszenia sytuacji na rynku pracy w związku z kryzysem finansowym i gospodarczym. "Mamy do czynienia z najgłębszą recesją od powstania Republiki Federalnej Niemiec" - oceniono w dokumencie. Aktualne prognozy instytutów badań gospodarczych zakładają spadek PKB Niemiec na poziomie od 3,7 proc. do 5 proc. OECD prognozuje nawet spadek na poziomie 5,3 proc.

"Konsekwencje dla niemieckiego rynku pracy trudno dokładnie ocenić, nie ma jednak wątpliwości, że kryzys gospodarczy już doprowadził do wzrostu bezrobocia i tendencja ta będzie się utrzymywać" - oceniono. Według szacunków, w 2010 r. liczba bezrobotnych w Niemczech może wzrosnąć do 4-4,6 mln.

W dokumencie przeznaczonym dla KE rząd w Berlinie podkreśla jednak, że utrzymanie okresu przejściowego na rynku pracy nie oznacza całkowitego zamknięcia tego rynku dla obywateli ośmiu nowych krajów członkowskich UE.

Od 1 stycznia 2009 r. wprowadzono ułatwienia dla absolwentów szkół wyższych z tych państw. Zniesiono m.in. wymóg przeprowadzenia kontroli w celu sprawdzenia, czy pracodawca nie był w stanie znaleźć pracownika niemieckiego bądź z innego "starego" państwa UE.

Oprócz Niemiec zamiar utrzymania restrykcji na rynku pracy sygnalizuje także Austria. W tym roku okresy przejściowe zniosą zaś Belgia i Dania.
news z sieci
Niemcy spoko

[ Ostatnio edytowany przez: Korba102 27-04-2009 22:15 ]

Nigdy nie byłem wazeliniarzem, wolę nagą prawdę od szydzącego pochlebstwa. Nikt nie jest doskonały ale trzeba być zawodowcem w tym co się robi. Nie oceniam za wygląd tylko za przekaz

Do góry stronyOffline

Temat zamknięty

Numer AIMNumer gadu-gadu

Strona 68.5 z 91 - [ przejdź do strony: 1 | 2 | 3 ... 67.5 | 68.5 | 69.5 ... 89 | 90 | 91 ] - Skocz do strony

« poprzednia strona | następna strona » | ostatnia »

Dodaj ogłoszenie

dodaj reklamę »Boksy reklamowe

£15.95 za 31.5 kg Anglia-Polska

Paczki do Polski - Najniższa cena, solidny serwis od drzwi do drzwi, ubezpieczenie w cenie

  • Copyright © MojaWyspa.co.uk,
  • Tel: 020 3026 6918 Wlk. Brytania,
  • Tel: 0 12 350 25 40 Polska,
  • Fax: +44 (0)845 331 3041