Potem sie przeprowadzilismy i sasiad na dole mial swira jakiegos: okna pozalepial kartonami a kiedys z nozem wyskoczyl o 5 rano jak szlam do pracy i mi grozil bo ponoc za glosno chodze! Na szczescie sasiad z gory (gay, mieszkal z kochankiem) to widzial i na drogi dzien sasiad sie wyprowadzal.
Potem na kolejnym mieszkaniu sasiadka angielka prowadzila przedszkole domowe ale wogole sie dziecmi nie zajmowala! Plakaly te bidule od 8 rano! Kiedys przyczailam telefonem z kamerka jak niemowlak lezal w wozeczku w ogrodku i zanosil sie od placzu a ona w kuchni gazete czytala. W koncu po 30 min dziecko zasnelo. Pozostale dzieci lataly po dworze bez rzadnej opieki (takie maluchy 1-3 lat). Ja nie wytrzymalam i zadzwonilam na policje. Po tygodniu juz dzieci w jej domu nie bylo zadnych.
W koncu tak mialam dosc Londynu i sasiadow (tych zza sciany i z ulicy) ze ucieklismy. Teraz mamy "normalnych" sasiadow - angielska klasa robotnicza. Nawet sa sympatyczni, choc sasiadka po prawej jest wyjatkowa gadula - jak ja widze przez szybke to z domu nie wychodze dopuki nie zniknie. A sasiedzi z drugiej strony - on len a ona smoczyca. Jak ogrodzenie wymienialismy to on palcem nie pomogl, opalal sie a ja na drabinie tancowalam z tymi ciezkimi panelami. A ona nas zwyzywala bo jej nabrudzilismy na trawie jak kopalismy pod slupki - mimo ze tak tam posprzatalam ze niemal calej tej trawy nie wygrabilam.
Acha! A co niedziele od 7 rano sasiad po lewej puszcza szlagiery z lat 50 (takie "obciachowe" - rzadne Beatless!) i spiewa na calego. No ale to jeszcze nic - sasiadka mej siostry (filipinka) uwielbia Beyonce - potrafi przez caly dzien na karaoke spiewac "Inreplacable". A z drugiej strony ma litwinow - chleja non stop a potem sikaja pod plot - a siostra nie ma paneli tylko zerdzie, wiec widok super!
[ Ostatnio edytowany przez: monikaspodymek 01-04-2008 19:46 ]















