Taki obrazek:
Stoje sobie przed jednym z wielu supermarketow i widze, jak wychodzi koles z kieszeniami wypchanymi butelkami z jakims winem.
K.... Roman! Miales wziac cztery! Ochu.....? Tylko dwie na caly wieczor? - odezwal sie inny osobnik czekajacy przed sklepem.
Pora zakupow, wiec ludzi pelno dookola, patrza i sluchaja tej wspanialej dyskusji. Moze nie rozumieja slow ale sens nietrudno uchwycic...
Obrazek 2
Inny supermarket, scenka przy kasie.
Uprzejma i usmiechnieta kasjerka pyta klienta, czy posiada karte rabatowa.
- Marek, co ta k.... chce ode mnie? Niech wezmie kase i spier......- odzywa sie nasz rodak.
Kasjerka widzac, ze klient nie wie o co chodzi, wydaje reszte, dziekuje i zaprasza ponownie...
Raczej przestaje sie dziwic, ze Anglicy zaczynaja nas postrzegac przez pryzmat takich sytuacji, chamstwa i prymitywizmu.
Ktos gdzies na tym forum napisal, ze Polacy zasilaja najnizsza warstwe spoleczenstwa w UK, nie wyksztalcona, kiepsko zarabiajaca, nie majaca zadnych aspiracji etc etc.
Ma niestety duzo racji...
















