MojaWyspa.co.uk - Polski Portal Informacyjny w Wielkiej Brytanii. Polish Community in the UK
Polska strona Wielkiej Brytanii

17/09/2018 06:56:00

Felieton: Najfajniejsze kraje na świecie

Felieton: Najfajniejsze kraje na świecieNajfajniejsze kraje to te przeciętne. Takie, które nie próbują za bardzo wybijać się przed szereg, ani nie są zbytnio zacofane. W dodatku umiar kulturowy łączą ze wspaniałymi okolicznościami przyrody i przyjazną mentalnością. Na szczęście nie trzeba ich daleko szukać.
Gdy byłem mały, żałowałem, że nie mieszkam w Ameryce. To znaczy w Stanach Zjednoczonych, ale wówczas słowo „Ameryka” funkcjonowało jako synonim ziemskiego szczęścia. Było to oczywiście w „siermiężnych czasach PRL-u”. Nie pamiętam, czy z tego żalo-marzenia wyrosłem tuż po transformacji, gdy półki zaroiły się od słodyczy, czy trochę później.

Oczywiście równie głupie myśli od dawna mi nie towarzyszą. Nie zastanawiam się też, gdzie indziej chciałbym mieszkać. Z tego prostego powodu, że nie chciałbym mieszkać nigdzie indziej niż tam, gdzie mieszkam. No, może z drobnymi korektami uwzględniającymi okolice w promieniu kilkudziesięciu kilometrów.

Czasem jednak bawię się myślami na temat tego, gdzie indziej czuję się dobrze, lubię bywać, przemierzać i używać. Z radością przyznaję, że w ścisłej czołówce takich miejsc znajdują się Czechy i Słowacja. Chciałbym napisać „Czechosłowacja”, bo nazwa tego ekspaństwa pieści moje uszy, ale to kraje zasadniczo od siebie różne, mimo istotnych między nimi podobieństw.

Przyznaję to z radością, bo na przekór popularnym upodobaniom w rodzaju: najpiękniejsze plaże są na Karaibach, najsmaczniejsze żarcie w Tajlandii, a najlepsze kasztany rosną na placu Pigalle. W Tajlandii faktycznie jest najsmaczniejsze żarcie, na Karaibach nigdy nie byłem, a Francja to kraj bubków, którą jednak lubię, bo w przerwach od studiowania nadużywałem jej gościnności (po prostu bawiłem się tam w żula-wędrowniczka, jak każdy przyzwoity student na wakacjach). Natomiast gdybym był wielkim kartografem i musiał oszczędzić na mapie jedynie dwa kraje (dlaczego właśnie dwa? bo taka jest formuła tej zabawy) – poza ojczyzną moją Polską – to przetrwałyby właśnie Czechy i Słowacja.

Do Słowacji sentyment mam od dawna. Jako gówniarz jeździłem tam po piwo, bo mieszkałem blisko granicy. Było tańsze niż polskie i możliwe, że lepsze, chociaż nie ufałbym swoim receptorom smakowym z tamtych lat. Dziś oczywiście świat jest inny. Tamtejsze browary należą do międzynarodowych koncernów, Słowacja dała się nabić w euro i dziś to ona jeździ do nas na zakupy, a w tatrzańskich kurortach wymościli się Niemcy. Mimo wszystko ojczyzna Janosika wciąż jest urzekająca. Bywam tam mniej więcej raz, może dwa do roku i zawsze wyjeżdżam uśmiechnięty.

Powodów jest kilka. Jeden to taki, że wycieczka na Słowację to powrót do przeszłości. Czas zatrzymał się tam we wczesnych latach 90. Ten kraj wciąż wygląda tak, jakby załapał się na wczesną fazę kapitalizmu, ale nagle wszyscy z niego zwiali i nie było komu wepchnąć go na kolejny etap postępu. Oczywiście na Słowacji istnieją oazy współczesnych standardów. Tam, gdzie turystyka ma naturalną podstawę do rozwoju, czyli głównie w górach.

A góry to największy skarb Słowacji. I być może pierwszorzędny powód, dla którego tak się do niej uśmiecham. Słowackie góry są rozległe, dzikie i w wielu miejscach niemal dziewicze. Poza paroma miejscami wymoszczonymi pod wygodne pupy turystów z Zachodu, są ledwo muśnięte infrastrukturą, jaką widzi się choćby w polskich Beskidach – schroniskami, wiatami, wydzielonymi ścieżkami, schodkami, poręczami, gęstym oznakowaniem. Okolice spędów rodzinnych i przepalania szmalu to skromny fragment górskiego krajobrazu naszych południowych sąsiadów. Z punktu widzenia całokształtu Słowacja wciąż jest wspaniałym zadupiem, o którym słyszał mało kto na zachodzie Europy i przez tę niepozorność, niepoważność, nieuformowanie, a jednocześnie bliskość, przyjazność i naturalność stanowi geograficzną perłę naszego kontynentu.

Z Czechami jest trochę podobnie, ale też trochę inaczej. Nie ma tam wielu gór z prawdziwego zdarzenia. Trochę Beskidu Śląskiego, kawałek Karkonoszy. Jest za to dużo pagórków. Wspaniale przemierza się je na rowerze, najlepiej w drodze na Morawy, gdzie o tej porze roku trwa winobranie i leje się burczak – najwspanialszy napój pod słońcem, pełen witamin, mikroelementów i dobrego nastroju. Czechy i rower to w ogóle kombinacja równie oczywista jak Czechy i piwo. Na rowerze jeżdżą tam wszyscy od trzeciego roku życia po dziewięćdziesiąty. Do szkoły, do pracy i do karczmy. Prawo zabrania wprawdzie pedałować tego nawet pod najlżejszym wpływem alkoholu, ale pod każdą piwiarnią zaparkowanych jest co najmniej kilka bicyklów.

Jazda na „kole” przez tamtejsze wsie i miasteczka to doświadczenie przypominające kontemplację w ruchu. Poza naturalną urodą tych pozostałości austrowęgierskiej urbanistyki ujmuje jeszcze jedna ich cecha wspólna. Nie dzieje się tam absolutnie nic. To znaczy nic, poza minimalistycznym, rozgadanym życiem socjalnym skupionym w lokalnych „centrach kultury”. Jedyne intensywniejsze zawirowanie powietrza następuje wtedy, gdy dostawczak firmy Zubr lub Radegast dowozi kegi do hospudki

Czechy są trochę podobne do Słowacji, bo również traktują na luzie postęp cywilizacyjny. Nie wszystko działa tam ze sprawnością, do jakiej przyzwyczajony jest zachodni konsument. I dobrze. Optymalizacja to jedno z przekleństw współczesności. A mieszkańcy Czech mają w sobie coś z południowców. W odróżnieniu od Słowian Wschodnich i Polaków – a także Germanów i Anglosasów, którzy nie robią tego na inny sposób – wyznają genialny w swej prostocie pogląd, który działa korzystnie na umysł i jakość życia: chodzi o to, żeby było miło.

Odmienne są dlatego, że tylko tam na witrynach knajp można zobaczyć takie napisy: „Kto se umi smat sam sobe, ma pravo smat se vsemu ostatnimu, co mu k smichu pripada”.

Pan Dobrodziej
Więcej w tym temacie (pełna lista artykułów)

     
    Linki sponsorowane
    Zaloguj się lub zarejestruj aby dodać komentarz.

    Komentarze

    Bądź pierwszą osobą, komentującą ten artykuł.

    Reklama

    dodaj reklamę »Boksy reklamowe

    Tanie promy Anglia- Francja

    Najtańsza linia promowa UK-Francja! Kliknij żeby sprawdź ceny...

    Tylko £16.70 za paczkę UK-Polska

    Paczki do Polski - Najniższa cena, solidny serwis od drzwi do drzwi, ubezpieczenie w cenie

    Ogłoszenia

    Reklama


     
    • Copyright © MojaWyspa.co.uk,
    • Tel: 020 3026 6918 Wlk. Brytania,
    • Tel: 0 32 73 90 600 Polska