MojaWyspa.co.uk - Polski Portal Informacyjny w Wielkiej Brytanii. Polish Community in the UK
Polska strona Wielkiej Brytanii

20/08/2018 07:30:00

Felieton: Książki są niebezpieczne

Felieton: Książki są niebezpieczneKsiążki czyta już mało kto, ale podobno wciąż są niebezpieczne. Szczególnie klasyka, która często lepiej naświetla mroczne prawdy o świecie niż współczesne produkcyjniaki. Na szczęście edukatorzy mają pomysł, jak ją rozbroić: za pomocą oznaczeń ostrzegających czytelników o niestosownych treściach.
Książki są niebezpieczne – to taki internetowy (albo preinternetowy) bon mot wieloosobowego autorstwa, w którego prawdziwość chciałbym wierzyć. Chciałbym, bo zakłada, że książki mają potencjał wywrotowy. Mogą przeorywać świadomość indywidualną i społeczną. Wytrącać z umysłowego marazmu, pozostawiać trwałe ślady w psychice, podważać autorytety, rekonfigurować schematy myślowe, burzyć stare fundamenty i tworzyć nowe. To wszystko brzmi pięknie i podniośle, ale czy faktycznie tak jest?

To zależy. Z punktu widzenia wskaźnika czytelnictwa wygląda to marnie. W ciągu ostatniej dekady odsetek Polaków, którzy w minionym roku przeczytali w całości lub fragmencie bądź tylko przeglądali (sic!) jakąś książkę, oscyluje w okolicach 40 proc. W rzeczywistości multimediów, nowych technologii i nadmiaru głupawych rozrywek społeczeństwa doświadczają wtórnej analfabetyzacji. Umiejętność korzystania z gadżetów zastępuje wyuczoną za młodu umiejętność czytania, a już z pewnością czytania ze zrozumieniem (być może nigdy nie nabytą). Tym bardziej że w celu czytania ze zrozumieniem tekstów bardziej złożonych niż notki na fejsie trzeba posiadać odpowiednie zaplecze intelektualne: zapas wiedzy humanistycznej, społecznej i przyrodoznawczej. Z tym jest coraz gorzej, co zawdzięczamy zarówno rosnącej złożoności świata, jak i spadającemu poziomowi edukacji.

W rezultacie przekonanie, że kawałek „transgresyjnej” prozy w bezpośrednim oddziaływaniu na rzesze czytelnicze może mieć społecznie odczuwalne skutki, wydaje się śmieszne. Ale sprawę można nieco skomplikować. Na przykład stwierdzając, że książki – choć są towarem dostępnym masowo – docierają głównie do elit i oddziałują na społeczeństwo za ich pośrednictwem. W tym przypadku zgoda – są niebezpieczne. Tylko nie w tym sensie, w którym były drzewiej. W czasach poprzedzających współczesną technokrację, kiedy ludzie czytaci mieli więcej czasu na obcowanie z literaturą i wałkowanie w głowach oraz dysputach zawartych w niej idei, książki faktycznie mogły inspirować ruchy społeczne, a nawet rewolucje – zbrojne bądź obyczajowe. Tak było z tekstami beatników, dysydentów czy choćby romantyków (np. Mickiewicza, który „walczył piórem”, podczas gdy natchniona przez niego młodzież bagnetami). W przypadku filozofów ten wpływ jest jeszcze bardziej ewidentny. W końcu XX w. został zdefiniowany przez Marksa, a współczesny zdaje się być określany przez „Nowy wspaniały świat” Huxleya i „Państwo” Platona (świat kontrolowany przez oświecone elity).

Jednak „niebezpieczeństwo”, jakie niesie ze sobą lektura książek, w warunkach coraz ściślejszej, technokratycznej kontroli życia społecznego uległo reorientacji: straciło ostrze antysystemowe, zyskało antyludzkie, wymierzone przeciwko podmiotowości człowieka. Tak jak kiedyś literatura skierowana była przeciwko władzy politycznej i ideologicznej, tak obecnie działa głównie w jej służbie, choć jest to służba zawoalowana. Czy bardzo? Zależy, jak u kogo ze wzrokiem. Promocja lewicowych produkcyjniaków przez przemyślaną dystrybucję „prestiżowych” nagród, w rodzaju Nobla lub Nike, to nic innego, jak inspirowanie politycznego konformizmu. Stymulowanie rozwoju pseudoelit kulturalnych, ludzi o zdolnościach rzemieślniczych, ale małej przenikliwości i często słabym charakterze, którzy za miskę lepszej paszy popełnią powieść, esej lub reportaż zgodny z aktualną linią polityczną, wychodzący naprzeciw oczekiwaniom „sponsorów”.

Idee opakowane w powieściową fabułę powielane są potem na różne sposoby przez popkulturę i media. Przede wszystkim kino, telewizję, no i prasę, w której literaci mogą wyartykułować swoje „niebezpieczne” przemyślenia. Dobrze eksponowane łamy w korporacyjnych mediach dostają głównie ci twórcy, którzy płyną z nurtem – nawet jeśli szminkuje się ich na płynących pod prąd, wywrotowych, kwestionujących paradygmaty. I chyba głównie w tym sensie książki są niebezpieczne: nie zwracają społeczeństw przeciwko ideom jawnie lub skrycie krzewionym przez establishment, ale pomagają te idee promować. Głównie w służbie globalizacji, multikulturalizacji, i transhumanizmu.

Jednak książki są do pewnego stopnia również niebezpieczne z punktu widzenia władzy. Przypominają bowiem o tym, jak świat wyglądał dawniej – i dostarczają kontrapunktu dla zmian zachodzących współcześnie. Dotyczy to zmian zarówno w sferze rzeczywistości materialnej, jak i duchowej, w tym etyczno-społecznej. Dlatego coraz częściej dochodzi do prób kastrowania literatury. Nie chodzi tylko o anegdotyczne przypadki, w których słowa w rodzaju „Murzyn” wylatują z nowych wydań XIX-wiecznych powieści, ale również o piętnowanie całych dzieł ze względu na ich „niepokojącą” zawartość.

Co ciekawe, proces lansowany jest oddolnie. To czytelnicy występują z zastrzeżeniami odnośnie „szokujących” treści. Śmieszno-strasznym przejawem tej tendencji jest panująca w ostatnich latach moda na tzw. trigger warning – ostrzeżenia zamieszczane na okładkach książek, które ze względu na opisy okrucieństwa, „rasizm” czy innego typu nieprzyzwoitości mogą wywołać rozstrój nerwowy u najwyraźniej ułomnych emocjonalnie czytelników. Tego typu inicjatywy pojawiają się na zachodnich uczelniach i wychodzą – przynajmniej formalnie – ze środowiska studentów (w szczególności amerykańskich), dla których Szekspir czy Dostojewski to po prostu okrutnicy, którzy epatują przemocą delikatna tkankę mózgową współczesnego czytelnika.

Długo można by się rozpisywać na ten temat, ale zasadniczy wniosek jest chyba tylko jeden: tak umiera nasza cywilizacja.

Pan Dobrodziej
Więcej w tym temacie (pełna lista artykułów)


 
Linki sponsorowane
Zaloguj się lub zarejestruj aby dodać komentarz.

Komentarze

Bądź pierwszą osobą, komentującą ten artykuł.

Reklama

dodaj reklamę »Boksy reklamowe

Najczęściej czytane artykuły

        Ogłoszenia

        Reklama


         
        • Copyright © MojaWyspa.co.uk,
        • Tel: 020 3026 6918 Wlk. Brytania,
        • Tel: 0 32 73 90 600 Polska