MojaWyspa.co.uk - Polski Portal Informacyjny w Wielkiej Brytanii. Polish Community in the UK
Polska strona Wielkiej Brytanii

Wiadomości

12/02/2018 07:11:00

Felieton: Psychologia podróżowania

Felieton: Psychologia podróżowaniaJeszcze niedawno podróżowanie było przywilejem elit, dziś jest masową rozrywką. Loty na Korfu czy Costa Blanca są jak wizyta w McDonaldzie, a przepustkę na wysokość 10 tys. m n.p.m. daje już godzina pracy za najniższą krajową (no, może dwie w przypadku polskiej).
Czy to dobrze? Zależy dla kogo. Pewnie nie dla przyrody, bo tabuny ludzkie przewalające się po korytarzach powietrznych, torowiskach oraz jezdniach wywołują znaczne spustoszenie w środowisku naturalnym (te od torowisk, zdaje się, najmniej). Że skoro źle dla przyrody, to i dla nas – możecie sobie dopowiedzieć sami, bo nie chce mi się truć o oczywistościach. Dla elit też niedobrze, bo nie mogą się napawać ekskluzywnością globtroterskiej frajdy, jak to drzewiej było. Dla normalsów – pewnie fajnie, chociaż nie wiem, czy dobrze. Lizną trochę świata, ale wydadzą kupę forsy na bzdury i natrzepią durnych fot do zaśmiecania internetu. Z elitami, wiadomo, jest – a przynajmniej było – inaczej. Taki Wańkowicz napodróżował się za stu klientów Ryanaira, ale natrzepał z tego fajnych reportaży. Zresztą dychotomia jest fikcyjna, bo dziś elit raczej nie ma, tylko jakaś dobrze sytuowana patologia.

Ponieważ z „patologia” rymuje się „psychologia”, właśnie o psychologii chciałbym dziś pomówić. Bo podróż to stan umysłu wart wielu tomów tekstu. Na taki wysiłek mnie nie stać, więc ograniczę się do kilku akapitów. Chciałem wprawdzie napisać o psychologii stania w korku, bo tak zaczęła się moja ostatnia podróż, ale do stania w korku doszły inne ekscesy, więc pomyślałem, że szarpnę się na większy rozmach. Podróż to stan umysłu do tego stopnia, że potrafi wzbudzić głód podróżowania. Oznacza to, że wpływa na przekaźnictwo nerwowe, układ hormonalny i układ nagrody. To trochę jak ze sportem czy inną formą aktywności fizycznej – mimo wysiłku odczuwamy taką satysfakcję „po”, że organizm upomina się o więcej. W podroży można się urypać, ubrudzić, wygnieść, okląć, wygłodzić i całościowo zdyskomfortować, a i tak będziemy chcieli więcej. Czemuż to?

Tego, jak wielu rzeczy, nie wiem, ale mam pewne tropy w tej sprawie. Jeden jest taki, że podróż to wyrwanie się z chaty, gdzie może i jest miło, ale na dłuższą metę nudno. A człowiek potrzebuje licznych bodźców, danych wchodzących również innymi kanałami niż wi-fi i LTE, odkrywania nowych miejsc, poznawania nowych światów. Są to prawdopodobnie potrzeby głęboko zaszyte w genach, bo przecież – ewolucyjnie rzecz biorąc – osobniki o usposobieniu ekspedycyjno-eksploracyjnym miały większą szansę na pozyskanie zasobów, przekazanie DNA i, zapewne, przetrwanie. Drugi trop jest taki, że w podróżowaniu jest coś zarówno przyziemnego, jak i wysokiego. W sensie dosłownym – to jasne (te 10 tys. m n.p.m.), ale również w sensie przenośnym. I oba te aspekty podróżowania są bardzo kuszące. W sensie przenośnym przyziemność podróżowania dopadła mnie, gdy stanąłem w korku. Było to, nawiasem mówiąc, w Polsce – kraju, który „korek” powinien mieć na drugie imię, bo choć podobno z kolan już powstał, to ruszyć przed siebie wciąż nie chce.

Stanie w korku nie należy do przyjemności, nawet gdy jest się pasażerem pojedzonym i wyposażonym w ciekawą lekturę. Siedzenie w stojącym autobusie jest jak oddychanie mieszanką gazową pozbawioną tlenu – człowiek się dusi. Plusem tej sytuacji jest fakt, że ten sam człowiek zapomina o metafizyce, pytaniach o sens i zaczyna żyć chwilą bieżącą, okolicznościami, a nawet mikrookolicznościami. Wygląda przez okno, zagaduje sąsiada, psioczy pod nosem i w ogóle zajmuje się sprawami, które nie stanowią w jego życiu żywotnych problemów. Właśnie ta skala mikro, to zaabsorbowanie drobiazgiem, doraźnością, chwilowością (cóż znaczą godziny spędzone na przejeżdżaniu przez Słomniki lub Michałowice wobec wieczności) – to prawdziwy relaks dla mózgu uciśnionego Weltschmerzem, geopolityką i eschatologią.

Na szczęście korki nie wyczerpują barwnego oblicza mikrookoliczności. Znacznie ciekawsze jest przedzieranie się przez chaszcze i torowisko w drodze do najgorzej skomunikowanego z cywilizacją lotniska w Polsce (podpowiadam: Lublin), a jeszcze lepsze – lądowanie w Budapeszcie zamiast w Belgradzie wskutek niesprzyjających warunków pogodowych. To z anegdotek. Z constansów – w podróżowaniu fantastyczna jest reisefieber, adrenalina pompowana przez rozmaite stany emocjonalne ze spektrum niepokoju i mobilizacji, ponawiające się dylematy: zdążę-nie zdążę, znajdę-nie znajdę, dotrę-nie dotrę, dogadam się-nie dogadam, będą mieli arabikę na dworcu-czy tylko rozpuszczalkę – i tym podobne doniosłości.

Przyjemnie przyziemna doraźność podróżowania wyraża się również w trybie planowania. Obmyślaniu wizjonerskich strategii, obejmujących okres o szalonej rozpiętości dwóch kolejnych dni. Z tym działaniem na krótką metę kontrastuje jednak aspekt wysoki przemierzania świata. Bo od Weltschmerzu, geopolityki i eschatologii nigdy do końca nie można się uwolnić. Od tej ostatniej szczególnie na wysokości 10 tys. m n.p.m. gdzie turbulencje przypominają o nieznajomości dnia ani godziny. Od geopolityki też – gdy widzimy, że każdy fragment świata ometkowany jest tymi samymi logotypami. Te wszystkie ikonki McDonald’sa czy Starbucksa są trochę jak uryna, którą pies oznacza swoją strefę wpływów. Pod wpływem eschatologii i geopolityki w końcu dopada także Weltschmerz. Bo dokądkolwiek by nie pojechać, żeby wyrwać ciało i mózg w okowów codzienności, uciec od rzeczywistości i tak się nie da.

Wychodzi na to, że ostatecznie podróżowanie niewiele różni się od siedzenia na chacie, więc może lepiej zostać w domu, żeby nie zanieczyszczać środowiska?

Pan Dobrodziej (w trybie urlopowym)
Więcej w tym temacie (pełna lista artykułów)

 
Linki sponsorowane
Zaloguj się lub zarejestruj aby dodać komentarz.

Komentarze (wszystkich 3)

karjo1

153 komentarze

13 luty '18

karjo1 napisał:

To w koncu jestesmy czy nie plaga i zakala tej Ziemi?

profil | IP logowane

stanislawski

408 komentarzy

12 luty '18

stanislawski napisał:

Komentarz usunięty w związku z naruszeniem regulaminu.

profil | IP logowane

karina1234

81 komentarz

12 luty '18

karina1234 napisał:

Czytam ten felieton o podrozowaniu w 'podrozy' pociagiem. Lubie podroze, nie lubie tylko tlokow i czekania.

profil | IP logowane

dodaj reklamę »Boksy reklamowe

Ceny od £9.68 za paczkę UK-Polska-UK

Paczki do Polski - Najniższa cena, solidny serwis od drzwi do drzwi, ubezpieczenie w cenie

Ogłoszenia

  • Copyright © MojaWyspa.co.uk,
  • Tel: 020 3026 6918 Wlk. Brytania,
  • Tel: 0 32 73 90 600 Polska