MojaWyspa.co.uk - Polski Portal Informacyjny w Wielkiej Brytanii. Polish Community in the UK
Polska strona Wielkiej Brytanii

Wiadomości

25/04/2017 09:09:00

Komu w drogę, temu przepisy

Komu w drogę, temu przepisyAnglicy są pionierami przepisów drogowych: to oni wymyślili człowieka z flagą ostrzegawczą przed jadącym samochodem oraz zainstalowali pierwszą sygnalizację świetlną. Oto garść ciekawostek na temat rozwoju ruchu kołowego.
Parlament angielski ustanowił pierwsze prawa dotyczące dróg już w 1555 roku. Był to tak zwany Highways Act i dotyczył obowiązku dbania o ulice. Co roku, w czasie Świąt Wielkanocnych, każda parafia miała wytypować „dwóch uczciwych ludzi”, którzy zbadają stan dróg i zdecydują, co trzeba naprawić. Następnie przez cztery dni parafianie mieli pracować nad poprawą traktów. W kolejnych latach parlamentarzyści dodawali ilość dni, które trzeba było odpracować przy drogach, oraz liczbę pracowników, których każde gospodarstwo musiało zapewnić.

Z biegiem czasu ruch kołowy, pieszy i konny zwiększał się, ale ustawodawcy nadążyli za nim dopiero w 1835 roku. Wtedy po raz pierwszy pojawiły się zakazy i kary dla użytkowników dróg. Nielegalne stało się na przykład pozostawienie zaprzęgu konnego bez opieki, czy tarasowanie przejazdu innym. Nie można też było pędzić zwierząt po części przeznaczonej dla pieszych. Pojawił się także obowiązek montowania na pojeździe tabliczek z nazwiskiem właściciela. Co jednak najważniejsze i mające swe skutki do dziś — oficjalnie zatwierdzono ruch lewostronny.

Lewostronny zawrót głowy

Obecnie około 35 procent światowej populacji porusza się po lewej stronie jezdni i są to głównie mieszkańcy dawnych kolonii brytyjskich.

Sam zwyczaj jazdy po lewej stronie wywodzi się ze średniowiecza.  Ponieważ większość ludzi jest praworęczna, właśnie tą ręką włada mieczem. Dlatego zbrojny jeździec wolał podróżować po lewej stronie drogi — zawsze miał swojego przeciwnika na wyciągnięcie miecza.

Nie wszystkie kraje jednak kierowały się taką logiką. Pod koniec XVIII wieku powstała frakcja przeciwna, głównie we Francji i Stanach Zjednoczonych. Tam pojawiły się wielkie wozy zaprzęgnięte w kilka koni, które nie miały siodełka dla woźnicy. Furman siedział na koniu zaprzęgniętym z lewej strony, a prawą rękę miał wolną, by powozić pozostałymi końmi. Siedział z lewej i aby mieć dobrą widoczność, jechał po prawej stronie drogi.

Francja oficjalnie przyjęła ruch prawostronny po Rewolucji, a regulacje te rozpowszechniły się w Europie wraz z inwazją Napoleona, w tym także na ziemie polskie. Nowej modzie oparły się Brytania, Austro-Węgry i Portugalia. Tak pozostało przez lata, aż do I wojny światowej.

Za Brytanią podążyły natomiast kolonie, w tym Indie, Australia i szereg krajów afrykańskich. Wyłamał się Egipt, który technicznie nigdy kolonią nie był. Nie podporządkowały się także Stany Zjednoczone, które po wygranej wojnie z Anglikami, chciały za wszelką cenę zerwać więzi z koroną i zaczęły jeździć po drugiej stronie.

Parowozy na drogach

Rewolucja przemysłowa niosła ze sobą różne wynalazki, między innymi „drogowe lokomotywy”, jak mówiło się o tych pierwszych pojazdach kołowych, które nie korzystały z szyn.

Brytyjski parlament tym razem wyprzedził swoje czasy, wydając w 1861 roku ustawę zwaną potem „Locomotive on highways act”. Jej zapisy głosiły, że waga takiego pojazdu nie może przekraczać 12 ton, a prędkość 10 mil na godzinę (16 km/h). Ustawa weszła w życie, choć nie było jak pojazdów ważyć, ani mierzyć ich szybkości.

Były to pierwsze na Wyspach zapisy o limitach prędkości, a cała ustawa powstała w wyniku presji wywieranej na parlament przez niezwykle wpływowe lobby kolejowe, które połączyło swe siły z producentami powozów. Wszystko po to, by ograniczyć rozwój automobilizmu.

Ustawodawcy poszli jeszcze dalej i po czterech latach dodali zapis, że przed pojazdem zmotoryzowanym, niezależnie od jego przeznaczenia, musi poruszać się człowiek z ostrzegawczą, czerwoną flagą. Zmniejszył się też limit prędkości do 4 mil na godzinę w terenach pozamiejskich i 2 mile w mieście. Z przepisów wynikało, że pojazd musiało obsługiwać co najmniej trzech ludzi: kierowca, palacz i człowiek z flagą lub latarnią.

Pierwszą osobą ukaraną za przekroczenie prędkości był Walter Arnold z East Peckham, który 28 stycznia 1896 roku jechał 8 mil na godzinę przez miasto. Dostał szylinga mandatu.

Policyjne pułapki

Z biegiem czasu zwolennicy nowoczesnych automobili rośli w siłę i zyskali wpływ na stanowione prawo. W 1896 roku wzrósł limit prędkości do 14 mph i zniesiony został obowiązek ostrzegania flagą o nadjeżdżającym pojeździe. By to uczcić, Harry Lawson, twórca nowej ustawy, zorganizował wyścig z Londynu do Brighton. Kolejne edycje rajdu odbywają się do dziś.

Policja, wspierana prawem, zwietrzyła swoją szansę na poprawienie statystyk i zaczęła ścigać piratów. Earl Russell, entuzjasta automobilizmu, występując w parlamencie, porównywał pułapki zastawiane na kierowców do rozbojów na szosach, znanych już od średniowiecza. Według niego, „policjanci zamiast patrolować ulice, gdzie obywatele mogą być w niebezpieczeństwie, raczej wolą chować się w krzakach i czekać na przekraczające prędkość samochody”.

By się bronić, kierowcy zrzeszali się w różnych organizacjach, między innymi w Automobile Association (AA), założonej w 1905 roku. Jednocześnie na wokandę sądową zaczęły trafiać sprawy, w których członkowie AA byli oskarżani o to, że ostrzegali innych kierowców o policyjnych pułapkach. By uniknąć kar, organizacja wykształciła sprytny system kodów, który używany był do lat 60. Umundurowany członek organizacji zawsze salutował przejeżdżającym kierowcom, jeśli ich samochody miały odznakę AA. Nie salutował tylko wtedy, gdy w pobliżu był patrol policji.

Te wzajemne złośliwości doprowadziły do sytuacji, w której wszystkie limity prędkości dla samochodów i motocykli zostały zniesione. Komentarze do Road Traffic Act z 1930 roku mówiły o tym, że „istniejące ograniczenia prędkości są powszechnie ignorowane, a ich utrzymywanie sprawia, że prawo jest lekceważone”.

Liczniki prędkości stały się obowiązkowe w nowych samochodach w 1937 roku, a wraz z nimi powróciły przepisy o limitach.

Daj mi znak

Pierwsze nowoczesne znaki na brytyjskich drogach były montowane przez rowerzystów, skupionych w licznych organizacjach. Już od lat 80. XIX wieku powstawały znaki ostrzegawcze dla amatorów dwóch kółek. W kolejnych dekadach prym zaczęły wieść w tej dziedzinie organizacje automobilistów, jak wspomniana już Automobile Association, czy Royal Scottish Automobile Club.

Dodatkowo w zapisach Motor Car Act z 1903 roku pojawiły się cztery ogólnonarodowe znaki. Miały być umiejscowione 8 stóp nad ziemią i 50 jardów przed miejscem, do którego się odnoszą. Bazowały na kształtach: biały okrąg symbolizował limit prędkości, a dozwolona wartość wpisana była na plakietce pod znakiem. Biały lub czerwony romb oznaczał restrykcje co do wagi pojazdu, czerwony dysk — zakaz, a czerwony trójkąt był znakiem ostrzegawczym. W tym ostatnim przypadku nie zawsze dodawano plakietkę wyjaśniającą, o jakie niebezpieczeństwo chodzi.

W kontynentalnej Europie już od 1909 roku na znakach pojawiały się uproszczone symbole, ale Brytyjczycy nadal woleli tekst. Rysunki pojawiły się dopiero w latach 20. i 30. Co ciekawe, w związku ze spodziewaną drugą wojną światową, wszystkie znaki nawigacyjne i nazwy stacji kolejowych zostały usunięte, by zmylić potencjalnego wroga.

Obecnie używany system wykształcił się głównie w latach 50. i 60. XX wieku, z dodatkowymi elementami kolorystycznymi z połowy lat 80.

Choć we wprowadzaniu znaków Brytyjczycy nie byli pionierami, to jednak jako pierwsi ustawili policjanta kierującego ruchem. Już w 1722 roku był taki oficer na London Bridge. W stolicy działała też awangardowa sygnalizacja świetlna z lampami w kolorach czerwonym i zielonym, rozświetlanymi gazem. Takie urządzenie ustawione było w 1868 roku przed gmachem parlamentu. Podobno po miesiącu używania eksplodowało i nigdy go nie naprawiono. Pomysł przejęli Amerykanie.

 
Linki sponsorowane
Zaloguj się lub zarejestruj aby dodać komentarz.

Komentarze

Bądź pierwszą osobą, komentującą ten artykuł.

dodaj reklamę »Boksy reklamowe

Ceny od £9.68 za paczkę UK-Polska-UK

Paczki do Polski - Najniższa cena, solidny serwis od drzwi do drzwi, ubezpieczenie w cenie

Ogłoszenia

  • Copyright © MojaWyspa.co.uk,
  • Tel: 020 3026 6918 Wlk. Brytania,
  • Tel: 0 32 73 90 600 Polska