Prezydent przyjął dymisję rządu Donalda Tuska, a na jego następczynię przedstawił Ewę Kopacz. Nasi słowiańscy bracia i przyjaciele Rosjanie nowy rząd w Polsce powitali chwilowym przykręceniem kurka z gazem.
Całkiem niedawno Bronisław Komorowski wygłosił przemówienie w Bundestagu, w którym starał się, być może pierwszy raz, coś sensownego w interesie Polski powiedzieć. Ostrzegał przed siłami zmierzającymi do destabilizacji politycznej w Europie. W sumie nie wiadomo przed kim i jaką siłą, bo chyba nie rosyjską. A może jednak? W każdym razie starał się mocno uświadomić Niemcom, że nam - Polakom - coś grozi. Na razie nie wie skąd i co, ale coś.
Tych, którzy sądzą, że stwierdzenie Bronisława Komorowskiego w niemieckim parlamencie, iż Putin napadł na Ukrainę bez wypowiedzenia wojny, mogłoby wywołać kryzys paliwowy w Polsce, informujemy uprzejmie, że ten kryzys i tak nadejdzie. A sprawcą jego będzie Rosja Putina lub Rosja jego następców, w każdym razie Rosja. Ale sprawstwo to nie będzie oczywiste, bowiem to nie Rosja, a nieznani terroryści np. wysadzą w powietrze gazociągi dostarczające paliwo dla naszego kraju. Niemożliwe? A wysadzenie w styczniu 2006 roku gazociągu do Gruzji i Armenii to niby czyja robota?
Od naszego prezydenta, którego w końcu wybraliśmy z własnej, nieprzymuszonej woli, bo jego kontrkandydat był skrajnie nieautentyczny i spreparowany, oczekujemy odpowiedzi na następujące pytanie: Co się stanie, gdy ciśnienie gazu z Rosji, na przykład od jutra, spadnie do zera procent? To samo pytanie stawiamy pani premier Ewie Kopacz.
Pewnie jednak nie mamy się czym martwić, bo mamy nie tylko kompetentną premierę ale i prawdziwego prezydenta Unii Europejskiej Donalda Tuska oraz komisarz do spraw bardzo ważnych - Elżbietę Bieńkowską. Przecież nie zostawią nas, Polaków w potrzebie i zrealizują pewien korzystny dla Polski pomysł:
Na razie specjaliści mówią, że ciśnienie gazu spadło o 45 procent. Rosjanie przedstawili na to kilka merytorycznych wyjaśnień, aby każdy mógł wybrać odpowiednie dla siebie. I tak mówią na to: nie potwierdzamy, aby ciśnienie gazu spadło, albo: dostarczamy tyle ile zawsze, albo: dostarczmy mniej, bo robimy zapasy na zimę, albo: dostarczamy ile możemy, ale gaz nam się kończy, albo: wysyłamy normalnie, tylko wam Polakom, gdzieś ucieka. Doprawdy zachowują się tak, jakby propagandy uczyli się od Donalda Tuska. Mamy tu na myśli oczywiście Donalda Tuska z czasów premierowania w Polsce, nie tego z czasów prezydentury unijnej. Za to gaz rurociągiem na dnie Bałtyku płynie pełna parą, i w sumie o to chodzi.
Chwile niepewności przeżywają polscy plantatorzy warzyw i owoców. Oto bowiem Unia Europejska pod postacią podrzędnych urzędników odmówiła im prawa do ubiegania się o rekompensaty za straty spowodowane rosyjskim embargiem. Właściwie Unia nie odmówiła, tylko powiedziała, że skończyły się jej pieniądze przewidziane na ten cel i dlatego już nie przyjmuje nowych wniosków. Na szczęście mamy tam w Unii Donalda Tuska i Elżbietę Bieńkowską. Prestiż i uznanie - jakże często wyśmiewany przez małoduszną opozycję - jakim cieszą się Polacy w strukturach unijnych właśnie się przyda. Będzie można go łatwo wymienić na zwiększenie limitu kwot dla polskich producentów owoców i warzyw. W czasach ekonomicznej zawieruchy z pewnością można będzie poskąpić grosza na cele drugorzędne, na przykład na promocję genderyzmu, w zamian za napełnienie żołądków euroobywateli.