MojaWyspa.co.uk - Polski Portal Informacyjny w Wielkiej Brytanii. Polish Community in the UK
Polska strona Wielkiej Brytanii

16/12/2013 06:00:00

Felieton: Dlaczego nie warto mieć dzieci

Felieton: Dlaczego nie warto mieć dzieciDzietność spada. Nie tylko w statystykach, ale i w oczach. Coraz więcej dzisiejszych trzydziestolatków to single lub pary bez potomstwa, często żyjące, jak to się drzewiej mawiało, na kocią łapę. Wygoda, rozsądek czy o co chodzi?
Rzuciłem okiem na mapę współczynnika dzietności. Wskaźnik ten określa – cytuję za Wikipedią – „liczbę urodzonych dzieci przypadających na jedną kobietę w wieku rozrodczym (15–49 lat)”. Jeśli jego wartość wynosi 2,1 lub więcej, zapewniona jest zastępowalność pokoleń. W przeciwnym razie społeczeństwo starzeje się i wymiera. No więc rzuciłem okiem na tę mapę i wynika z niej, że na wymarciu jest mniej więcej połowa świata – w ujęciu geograficznym, nie demograficznym. Do „zastępowalnościowego” minimum nie dociągają m.in. takie kraje, jak Kanada, Brazylia, Australia, Chile, Rosja, Chiny (sic!), Japonia oraz wszystkie kraje europejskie z wyjątkiem Francji i Irlandii. Za to w Afryce nie ma ani jednego państwa, które znalazłoby się „pod kreską”.

Te dane są z grubsza znane i nie zaskakują. Ponadmiliardowe Chiny od lat prowadzą politykę jednego dziecka, ale „za drobną opłatą” można się z tego limitu wyłgać. W Polsce taki zakaz nie jest potrzebny. Mało kto chce się bawić w prokreację (w sensie: w celach prokreacyjnych), a szczególnie – „prokreację mnogą”. Klasa polityczna deklaruje przejęcie takim stanem rzeczy, a nawet występuje z pomysłami „zaradczymi”, w rodzaju becikowego, „Rodziny na swoim” czy – obecnie – „Mieszkania dla młodych”. Niebawem, gdy ZUS już naprawdę zacznie się dusić z braku forsy, dojdzie do tego bykowe, czyli podatek obciążający bezdzietnych. Oczywiście tylko ostatnia ciemnota może dać wiarę temu, że podobne wymysły są w stanie zwiększyć pogłowie Polaków. Becikowe w niemałej części poszło na szkło dla rodzin, których pierwszą potrzebą nie jest ciepła owsianka dla malucha, tylko znieczulenie bólu egzystencji. A programy tanich mieszkań służą przede wszystkim napędzaniu zysków bankom i deweloperom, zwiększając przy tym podaż pustego pieniądza. Czyli klasyka – marnotrawstwo i kradzież publicznych pieniędzy pod płaszczykiem konstruktywnych działań. I tylko – też „klasycznie” – smutek chwyta za serce, że opinia publiczna łyka te piarowe ścieki.

Ale wracając do dzieci. Wczoraj na posiadówce towarzyskiej z ust matki dwojga dzieci usłyszałem przytyk pod adresem bezdzietnego kolegi, że powinien płacić wyższe podatki, bo „moje dzieci nie będą się składać na twoją emeryturę”. Kolega, choć żonaty i posiadający „stabilną sytuację materialną”, mówi wprost, że na dzieci nie ma ochoty. O tym za chwilę, najpierw w kwestii matczynego postulatu. Jest on, uważam, niezbyt przemyślany. Łożenie przez młodych pracujących, w formie składek emerytalnych, na wypłaty dla starszego pokolenia nie jest „naturalnym porządkiem rzeczy”, tylko rezultatem gangsterki ze strony państwa, które roztrwoniło kasę ze składek odprowadzanych swojego czasu przez starsze pokolenie. Dlatego imputowanie młodym obowiązku płacenia na obecnych emerytów jest zwykłą hucpą – lub wynikiem niedoinformowania. Ponadto warto zauważyć, że powoływanie na świat nowych istnień nie jest powinnością społeczną, nie zawsze daje się również rozpatrywać w kategoriach pożytku społecznego. Z takim stwierdzeniem zgodzi się na pewno – co prawda zaocznie – władza (ta przez duże „w”), która za pośrednictwem jednego ze swoich wcieleń, mianowicie: Klubu Rzymskiego, opublikowała w 1972 r. raport zatytułowany „Granice wzrostu”, opisujący zagrożenia związane ze wzrostem populacji i wyczerpującymi się zasobami naturalnymi. To taka teoretyczna podkładka pod politykę depopulacji prowadzoną w szerokim świecie, m.in. za pośrednictwem koncernów farmaceutycznych i zbrojeniowych. Ale to temat na inną książkę.

Wróćmy do stanowiska mojego kolegi. Jego niechęć do posiadania dzieci motywowana jest wygodą. Na tle sytuacji materialnej przeciętnego Polaka, jego sytuacja wygląda całkiem nieźle, innymi słowy – stać go na dziecko. Gdyby jednak – mówiąc brzydko – zafundował sobie brzdąca, jego komfort życia nieuchronnie by się pogorszył. Zarówno w sensie materialnym, jak i czasowym, a także związanym z warunkami pracy (kolega pracuje jako wykładowca, więc część obowiązków wykonuje w domu). Jego rozumowanie sprowadza się do prostego rachunku strat i korzyści. I wydaje mi się, że jest ono reprezentatywne dla sporej części Polaków, a zapewne i Europejczyków. Z tym zastrzeżeniem, że dla wielu z nich dziecko byłoby znacznie większym obciążeniem finansowym ze względu na gorszy status materialny. W podobnie rachunkowym stylu kwestię niskiej dzietności tłumaczy Korwin, który twierdzi, że współcześnie ludzie mają fundusze emerytalne i nie potrzebują dodatkowego wsparcia na starość. Przed rozpowszechnieniem się tego „wynalazku” płodzili i rodzili na potęgę, bo zwyczajnie musieli zabezpieczyć się na przyszłość. Ot, pragmatyzm.

Ale do kwestii prokreacji często przykłada się imperatyw moralny. Rzadziej w formie: „należy mieć dzieci, bo (...)”, częściej: „kto nie chce mieć dzieci, jest egoistą”. Przyznam, że miałbym problemy z dokończeniem wcześniejszego zdania. Nie wiem, czy, a jeśli, to dlaczego należy mieć dzieci. Myślę, że to indywidualny wybór wynikający z własnych potrzeb i przekonań. Z taką motywacją zapewne trudno dyskutować. Chciałbym jednak w kilku zdaniach rozpatrzyć kwestię zajawioną w tytule tego tekstu.

Prosta teza: decydując się na dziecko, chcemy stworzyć szczęśliwą rodzinę. Taką, w której będzie panował względny dobrobyt, warunki zapewniające harmonijne współżycie i wychowanie. Z takim postawieniem sprawy chyba trudno polemizować. Problem w tym, że ta sielska wizja staje się odległa dla coraz większej liczby ludzi. Dodatkowo bardziej odległa dla tych, którzy zdają sobie sprawę z kierunku rozwoju wydarzeń w kraju i na świecie.

A w trzeźwej ocenie rzeczywistości nie sposób ignorować faktu, że gospodarki większości państw stoją na skraju przepaści związanej z błyskawicznie narastającym długiem. W nie mniej błyskawicznym tempie kurczą się rynki pracy, spychając do strefy ubóstwa ludzi o niskich kwalifikacjach – czyli, jakby nie było, większość społeczeństwa. Automatyzacja produkcji i usług zwyczajnie pozbawia dochodu całe rodziny, których niebawem nie będzie w stanie utrzymać socjal. Już pomijam fakt, że dla roczników z lat 80. własne mieszkanie (własne, nie bankowe!) to wizja rodem z bajki Disneya. Stoimy w obliczu społeczno-gospodarczego trzęsienia ziemi, przed dostrzeżeniem którego „chroni” nas wszechobecny medialny bełkot.

Jest jeszcze coś. „Innowacyjne” normy kulturowe narzucane nam przez zachodnie „ośrodki decyzyjne” i sankcjonowane przez lokalne prawodawstwo, nastawione są na likwidację rodziny w tradycyjnej formie. Nie chodzi tylko o perwersje w rodzaju gender czy przyzwolenie na adopcję dzieci przez gejów i lesbijki, ale również proceder odbierania maluchów ich biologicznym rodzicom przez państwo pod – bez przeproszenia – gównianymi pretekstami. Komunikat jest prosty: albo wychowujesz dziecko zgodnie z urzędowymi wytycznymi, albo rozstajesz się z nim do osiemnastego roku życia, czyli, w praktyce, na zawsze.

Co rusz przez portale przewijają się niusy, które ilustrują agonię etycznych i obyczajowych podstaw naszej cywilizacji. Kilka dni temu w jednej z amerykańskich szkół sześciolatek został oskarżony o molestowanie seksualne i zdyscyplinowany przez dyrekcję, albowiem pocałował w dłoń koleżankę z klasy. Dwa tygodnie wcześniej przewinęła mi się przed nosem informacja o planach australijskiego ministerstwa ds. młodzieży. Pracownicy socjalni w tym kraju mają wizytować młode rodziny i kontrolować przebieg procesu wychowawczego.

To nie są fakty medialne ani przypadkowe incydenty. To trwałe efekty rewolucji kulturowej, która z wrażliwością buldożera rozjeżdża resztki konstruktów „starego świata”, by wnieść „nowy” i „wspaniały”. Tylko czy warto wprowadzać w tę rzeczywistość istoty jeszcze nieobecne? Nie wiem – ale jakoś mi to pytanie ostatnio chodzi po głowie.

Pan Dobrodziej
Więcej w tym temacie (pełna lista artykułów)


 
Linki sponsorowane
Zaloguj się lub zarejestruj aby dodać komentarz.

Komentarze (wszystkich 8)

Pan_dobrodziej

246 komentarzy

16 grudzień '13

Pan_dobrodziej napisał:

Kwestia, czy mam, czy nie mam, czy chciałbym w przyszłości lub nie chciałbym po fakcie, jest bez znaczenia:) Nie o to przecież mi chodzi. Tak jak pisałem, dziecko jako wybór jest kwestią indywidualnych potrzeb i przekonań. Wśród moich znajomych są ludzie, którzy nie chcą mieć dzieci, i tacy, którzy chcą, a z jakichś przyczyn nie mogą. Wiem, że dla wielu argument "pragmatyczny" ma znaczenie. Ale zazwyczaj to jest spojrzenie wąsko zakrojone, w pewnym sensie egoistyczne (ale piszę to bez wartościowania). Mnie chodzi o szerszą perspektywę - powoływania nowego istnienia na świat, który, niestety tak to widzę, zmierza w dramatycznym kierunku. Często dziecko jest "efektem" naszych potrzeb, dla wielu jest formą samorealizacji. I rzadko się zastanawiamy, w jaką rzeczywistość wprowadzamy swoje potomstwo. Nie twierdzę, że to powinien być decydujący argument, ale myślę, że warto nad tym pomyśleć.

profil | IP logowane

Markywee

179 komentarzy

16 grudzień '13

Markywee napisał:

............

Czytac tekst i nie za bardzo rozumiec jego sens, to jednak jest sztuka.

Przeczytajcie calosc, odniescie do swiata w jakim zyjecie. Nie salonu i kuchni. Swiata.

Konto zablokowane | profil | IP logowane

caralajna

30 komentarzy

16 grudzień '13

caralajna napisała:

No coz panie Dobrodzieju... ja mam dziecko ale nigy nie przeszlo mi przez mysl ze ma pracowac na moja emeryture bo pewnie jej nie dozyje jesli bede co chwile podnosic wiek emerytalny... standard zycia tez mi sie nie pogorszyl a na benefitach nigdy nie zylam. Kto nie ma dziecka nie powinien wypowiadac sie w kwestii dzieci bo nie wie w rzeczywistosci co traci a co by zyskal majac potomstwo...

profil | IP logowane

Markywee

179 komentarzy

16 grudzień '13

Markywee napisał:

Jednak sam tekst dobry, opisuje sporo zaleznosci.

Smutne niestety.

Z górki zjezdzamy....gdzie?

Konto zablokowane | profil | IP logowane

Reklama

dodaj reklamę »Boksy reklamowe

Tanie promy Anglia- Francja

Najtańsza linia promowa UK-Francja! Kliknij żeby sprawdź ceny...

Tylko £16.70 za paczkę UK-Polska

Paczki do Polski - Najniższa cena, solidny serwis od drzwi do drzwi, ubezpieczenie w cenie

Ogłoszenia

Reklama


 
  • Copyright © MojaWyspa.co.uk,
  • Tel: 020 3026 6918 Wlk. Brytania,
  • Tel: 0 32 73 90 600 Polska