MojaWyspa.co.uk - Polski Portal Informacyjny w Wielkiej Brytanii. Polish Community in the UK
Polska strona Wielkiej Brytanii

04/05/2013 10:24:00

W naszym angielskim domu

W naszym angielskim domuBardzo się cieszę, że moja opowieść została „przytulona” przez Moją Wyspę, stęskniłem się bowiem za „starymi” Czytelnikami wierząc jednocześnie, że i z nowymi będę się miał czym podzielić. Zapraszam Was zatem, byście jak najczęściej odwiedzali mnie w tym „naszym angielskim domu.”
To rodzaj pamiętnika, w którym – w miarę możliwości – co tydzień  zapisuję, to co mi się przydarza, a ponieważ, nie zawsze dzieją się ciekawe rzeczy, więc by uniknąć nieciekawych wspominam interesujące wydarzenia z przeszłości. Tłem mojej opowieści, opartej wyłącznie na autentycznych wydarzeniach, są moje relacje z mieszkańcami pewnego domu w londyńskiej dzielnicy Acton. Moje oraz ich perypetie. Głównym bohaterem  jestem ja, a oprócz mnie lekko szalona sąsiadka Węgierka z Budapesztu, która mieszka ze mną drzwi w drzwi, zalecający się do niej Ahmed, landlord Omar i wielu, wielu innych. Oprócz przygód mieszkańców, w tym wielu bardzo egzotycznych, zarówno etnicznie, jak i kulturowo, opisuję różne scenki rodzajowe podpatrzone w metrze, na ulicy, w pubach, kawiarniach, nowe znajomości, refleksje z wizyt w Polsce.
Piszę głównie o rzeczach wesołych, ale jeśli przytrafi się coś smutnego, to też  wspominam o tym, bo – cóż tu dużo mówić – życie emigranta nie składa się wyłącznie z radosnych wydarzeń. Czytelników traktuję familiarnie, jak jedną wielką rodzinę, dlatego też – bywa, że dzielę się z nimi sprawami dość osobistymi, wierząc jednocześnie, że w owej otwartości nie przekraczam granic dobrego smaku, choć mam świadomość, że balansuję na jego granicy.
Ten „nasz angielski dom” w tytule, to nie tylko konkretna budowla, lecz również metafora – dla setek tysięcy Polaków Anglia stała się drugim, a nierzadko pierwszym domem.
Bardzo się cieszę, że moja opowieść została „przytulona” przez Moją Wyspę, stęskniłem się bowiem za „starymi” Czytelnikami wierząc jednocześnie, że i z nowymi będę się miał czym podzielić. Zapraszam Was zatem, byście jak najczęściej odwiedzali mnie w tym „naszym angielskim domu.” Janusz Młynarski.


Część I

Spekulanci dają mi spokój. Zalety poświątecznych podróży. Perfumy groźniejsze od noża. Gdzie sąsiadka ma Ahmeda.

Nie nie wiem, co się dzieje, ale wszystko wskazuje na to, że spekulanci walutowi odczepili się ode mnie, a nawet idą mi na rękę - a wcześniej zawsze było odwrotnie. Ilekroć zamierzałem wybrać się do Polski, kurs funta leciał na łeb, na szyję, kiedy opuszczałem Polskę, natychmiast wzrastał.

Wybór na podróż terminu poświątecznego ma swoje dobre strony, właściwie to wyłącznie dobre. No chociażby aspekt finansowy - po świętach bilety są wielokrotnie tańsze (chyba, że planujemy spędzenie w Polsce tzw. długiego weekendu), po drugie - unikamy rannego wstawania w celu spożycia śniadania wielkanocnego, po trzecie - nie musimy nikomu składać życzeń świątecznych, po czwarte - w samolotach jest przestronniej i spokojniej, bo większość rodaków woli się prezentować w Polsce właśnie podczas świąt. Tak więc to chyba pierwsza moja podróż w ciągu minionych pięciu lat, z której jestem zadowolony, choć dnia przed zachodem słońca chwalić nie należy - czeka mnie jeszcze przecież, podróż powrotna. Właściwie to nie do końca było tak wspaniale. Zapomniałem o wodzie kolońskiej, to znaczy zapomniałem ją włożyć do piep***j przezroczystej torebki i w związku z tym, mój bagaż trafił na „bocznicę”. Woda przepadła, a niewiele brakowało i nie zdążyłbym na samolot. Mam pretensję do siebie o swój imbecylizm, bo to nie pierwszy raz mi się zdarzyło. Z drugiej strony, śmieszy mnie ta skrupulatność służb celnych, bo jakoś im nie przeszkadzało, że podróżowałem (o czym sam nie wiedziałem) z pokaźnym... nożem. Owo narzędzie znalazło się w mojej torbie przez przypadek. A było to tak. W ubiegłym roku, pod koniec lipca, wybrałem się do Polski i zatrzymałem się u mamy. Przed wyjazdem kupiłem buty turystyczne, bo miałem zamiar połazić po różnych ostępach. Jednak obuwie to miało pewien mankament - u góry, na przyszwach znajdowały się metki, które drażniły moje golenie. Przypomniałem sobie o tym, kiedy zacząłem je wzuwać. Udałem się do kuchni i znalazłem odpowiednio ostry nóż. Metki odprułem bez trudu, a nóż - przez roztargnienie - wrzuciłem do swojej torby podróżnej, którą miałem pod ręką, bo z niej wyjmowałem te buty i zapomniałem o nim. Mama momentalnie zauważyła brak noża, bo był to jej najlepszy sprzęt do krojenia, a dostała go w prezencie od siostrzenicy z Niemiec, wraz z całym kompletem. Ten, który ja niechcący zwinąłem, miał około 30 cm. Przeszukaliśmy później cały dom - nóż przepadł, a mnie, ani razu nie przyszło do głowy, że może być w torbie. Brytyjskim, ani polskim kontrolerom również, choć mają tyle specjalistycznego sprzętu, że potrafią wykryć igłę, czy szpilkę. I tak przywiozłem ten nóż do UK, a później ponownie do Polski. Cały czas leżał sobie pod ruchomym denkiem torby i byłby pewnie tam jeszcze długo, gdybym nie szukał paracetamolu, który gdzieś mi się w tej torbie zawieruszył. I cóż wart jest ten cały sprzęt i te wszystkie procedury?! A z drugiej strony: wolę nie myśleć o tym, co by się stało gdyby znaleźli. Niechybnie powędrowałbym do aresztu i pewnie dość długo bym tam posiedział, zanim wyjaśniłoby się, że nóż w moim bagażu znalazł się przypadkowo.

***
Co rzuca się w oczy w Polsce? Niestety ciągle to samo, co na co dzień zapewne umknęłoby uwadze - sporo smutnych, złych, zaciętych twarzy i gburowatość - piszę o tym z wielką niechęcią, bo chciałbym, żeby było inaczej. Otwieram drzwi, przepuszczam osoby starsze, kobiety i rzadko słyszę słowo „dziękuję”, jeszcze rzadziej widzę uśmiech. O nastrojach, jakie panują w społeczeństwie najwięcej można dowiedzieć się na przystankach. Ludzie dyskutują tu o wszystkim, starsi głównie o lekach i o drożyźnie, o wyborach przed jakimi stają każdego dnia: chleb, czy mleko, lekarstwa, czy opłaty. Może nie powinienem aż tak bardzo się dziwić temu smutkowi, czy zaciętości, bo z czego tu się cieszyć? Na przystankach widać (i słychać), jak schorowana jest starsza część naszego społeczeństwa - sześćdziesiąt kilka lat, to w Anglii średni wiek, to jeszcze ludzie pełni werwy, chęci do życia, ale w Polsce większość osób w tym wieku, już choruje i to nierzadko poważnie. I te zęby, a raczej ich brak. Jeżeli za granicą, czy to zachodnią, czy wschodnią natknę się na osobnika płci męskiej, lub żeńskiej z niepełnym uzębieniem, albo z tak zwanymi pniaczkami, to ani chybi jest to rodak. Problem z uzębieniem istniał u nas od zawsze, bez względu na ustroje i okupantów, no może jedynie w Wielkopolsce trudniej spotkać szczerbatych.
Młode małżeństwo poznane w kawiarnianym ogródku, dwoje dzieci. On pracuje, ona na zasiłku, bez perspektyw znalezienia pracy, dzieci w wieku szkolnym. Jej płatny zasiłek skończy się niebawem, a on w każdej chwili może pracę stracić: - Bo u nas to jest normalne - gorzki uśmiech nie schodzi mu z twarzy. - Dziś pracujesz, a jutro lądujesz na bruku. I to w sensie dosłownym - nie masz pieniędzy, to nie płacisz czynszu, a jak nie płacisz, to przychodzi komornik i wywala na ulicę. Ale przynajmniej nie jest nudno.
Oto, żeby znów coś się działo, zadbał kilka dni temu zakład energetyczny - wyrównanie za prąd - 1200 zł. Tyle, ile wynosi jego pensja. Elektrownia wspaniałomyślnie rozłożyła mu opłatę na dwie raty: - Nieprędko będę mógł wziąć dzieciaki na lody tak, jak dziś. Chyba, że kupię w „Biedronce”.

Zastanawiam się, gdzież znikła ta pogoda ducha, której nie brakowało Polakom nawet podczas ponurych lat stanu wojennego. Zagadka chyba jest prosta do rozwiązania - nawet wówczas, kiedy były kartki, rządzili komisarze wojskowi, a ograniczono i tak już ograniczoną wolność, to byt materialny, czy to rodziny, czy pojedynczego człowieka nie był zagrożony. Kto chciał pracować, pracował, kto chciał lepiej zarabiać, kształcił się i awansował. Kto nie chciał pracować ten i tak musiał, bo uchylanie się od pracy było zagrożone karą administracyjną i można było trafić nawet do aresztu. Nie po to „najlepszy z ustrojów” zapewniał obywatelowi pracę, żeby ten miał się od niej uchylać.

Chyba warto spojrzeć z tej ponad dwudziestoletniej perspektywy na dawne czasy i zastanowić się, co ważniejsze - w miarę równomierny rozwój społeczeństwa, czy wprowadzenie kapitalizmu w jego najdzikszej, pierwotnej formie? Pamiętamy słynną ustawę Rakowskiego, wprowadzoną jeszcze za PRL, choć już u jej schyłku, która uczyniła z Polski kraj największej wolności gospodarczej w Europie. Kto chciał zakładał własny interes i handlował lub produkował, Polska stała się swoistym „eldorado” dla przybyszów z post-sowieckich republik, kwitł handel, małe i większe firmy, ludzie się bogacili, powstawały miejsca pracy, zwalniani brali się za własne biznesy. Bazar w Przemyślu, 20 lat temu jeden z największych w Europie, dziś jedynie wspomnienie w postaci może stu, może dwustu straganów. W takich miejscach rodził się własny kapitał Polaków i wtedy pojawił się Balcerowicz i zrobiło się źle, a później coraz gorzej i to gorzej, trwa do dzisiaj.

Zachwycony natomiast jestem zmianami na polskiej wsi. Nie wiem, jak jest w innych regionach Polski, ale na Podkarpaciu wioski prezentują się znacznie lepiej od polskich miast. Lepianki, czy nieotynkowane domostwa z pustaków zniknęły już bezpowrotnie z krajobrazu, tak jak pryzma gnoju w każdym niemal obejściu i nigdy nie schnąca kałuża gnojowicy pośrodku podwórza. Polska wieś coraz bardziej przypomina niemieckie osiedla domków jednorodzinnych i to bynajmniej nie za sprawą plastykowych krasnali czy muchomorów, lecz czystości, porządku, dopracowanych szczegółów. Polskie gminy są dobrze oświetlone i mają dobre drogi, „byle” wójt lepiej rządzi swoją gminą, niż premier państwem. Polska gmina, jest już w Europie, ale reszta jeszcze nie. W miastach reprezentacyjne są tylko centra, ale wystarczy zapuścić się nawet nie na peryferie, lecz w boczną uliczkę któregoś z wypasionych deptaków, by natknąć się na zasikane bramy, podwórka studnie i odpadający płatami tynk, cuchnące grzybem ściany.

źródło: Polish Review
 
Linki sponsorowane
Zaloguj się lub zarejestruj aby dodać komentarz.

Komentarze (wszystkich 9)

jedrekmast

4 komentarze

8 maj '13

jedrekmast napisał:

Mam to szczescie wynajmowac male mieszkanko i nie mam wielu sasiadow , mieszkam w malej miescinie zapelniajacej sie turystami w weekendy i w czasie wakacji wiec nic ciekawego sie tu nie dzieje i nie znam zbyt wielu rodakow bo nie mam za bardzo czasu albo nie mam ochoty na wedrowki po pubach wiec fajnie sie czyta o zyciu innych . Do Polski jade za miesiac na tydzien i to glownie ze wzgledu na zone - osobiscie wolalbym do Hiszpanii - ale zycie w zwiazku wymaga kompromisow .Dobrze chociaz ze bilety byly niedrogie i najpierw zwiedzimy Warszawe a pozniej sprawdzimy stan PKP ;)Napisalbym wiecej ale nie chce mi sie za bardzo i nie ma o czym bo kazdy dzien wyglada podobnie wiec ... dobranoc.Czekam na dalszy ciag

profil | IP logowane

gr3g0ry666

14 komentarzy

4 maj '13

gr3g0ry666 napisał:

tylko jakies sprostowanie omar to landlord mam rozumiec? ahmed i victoria to wspollokatorzy?
doborowe towarzystwo jest do czego wracac lol
nie mam lepiej hehe

profil | IP logowane

kroliczek432

12 komentarzy

4 maj '13

kroliczek432 napisał:

Swietne, lekkie pioro :)

profil | IP logowane

autor65

74 komentarze

4 maj '13

autor65 napisał:

Ha, ha i doczekałem się. Lubie nasz angielski dom. Milo się czyta profesjonalistę i jest od kogo podejrzeć tzn. nauczyć się pisania :)

profil | IP logowane

galadriel

721 komentarz

4 maj '13

galadriel napisała:

Milutko sie to czyta.

: )

profil | IP logowane

Zenek55

1 komentarz

4 maj '13

Zenek55 napisał:

ciekawy artykul, obserwacje z Polski prawdziwe - tym bardziej ze kryzys tam nadchodzi...

profil | IP logowane

stanislawski

421 komentarz

4 maj '13

stanislawski napisał:

Niezłe. Dla mnie tm bardziej ciekawe, że mi się nie przydarzy. Nie miezkałbym z Ahmedem, ani u Omara. Za bardzo kojarzy mi się z mułłą Omarem...

profil | IP logowane

moni55

1 komentarz

4 maj '13

moni55 napisała:

Bardzo przyjemnie się to czyta :-) Czekam z niecierpliwością na ciąg dalszy :-)

profil | IP logowane

Reklama

dodaj reklamę »Boksy reklamowe

Tanie promy Anglia- Francja

Najtańsza linia promowa UK-Francja! Kliknij żeby sprawdź ceny...

Tylko £16.70 za paczkę UK-Polska

Paczki do Polski - Najniższa cena, solidny serwis od drzwi do drzwi, ubezpieczenie w cenie

Ogłoszenia

Reklama


 
  • Copyright © MojaWyspa.co.uk,
  • Tel: 020 3026 6918 Wlk. Brytania,
  • Tel: 0 32 73 90 600 Polska