Całe życie kulturysty
Wysłany dnia 2008-05-17 09:43:29
– Tu nie ma fuszerki. Każde niedociągnięcie w treningu czy odżywianiu potem zweryfikuje występ na scenie.
Pora każdego posiłku jest dokładnie ustalona, dlatego nawet wychodząc do pubu czy kina zabieram ze sobą jedzenie, co zresztą niejednokrotnie wzbudza spore zdziwienie – śmieje się wicemistrz Polski w kulturystyce w kategorii 80 kg Karol Pakuła.
Karol to człowiek szafa. Jak stanie w drzwiach, trudno się przecisnąć. Pewnie dlatego przez długi czas pracował w Londynie jako ochroniarz. Zajęcie dobrze płatne, chociaż niebezpieczne. W klubie Cheers w centrum stolicy rzadko kiedy było spokojnie. – To jeden z najniebezpieczniejszych lokali w Londynie, każdy powód do zadymy był dobry. Wspólnie z policją dawaliśmy sobie radę, ale na dłuższą metę to stresujące zajęcie. Dlatego po kilku miesiącach zmieniłem miejsce na spokojniejsze.
W parterze i stójce
Wyższa Szkoła Działalności Gospodarczej w Warszawie. Prywatna uczelnia, dobry poziom. Karol, który w ogólniaku nie miał kłopotów z naukami ścisłymi, długo się nie zastanawiał. Studia zaocznie, a jednocześnie praca jako serwisant sprzętu gospodarstwa domowego. Niestresujące zajęcie, przyzwoite pieniądze. A potem siłownia. Atlas, hantle, sztanga. Kilka razy w tygodniu – raz mniejszy, raz większy wycisk. Jednak to była amatorka. Niewiele wiedział na temat odżywiana, właściwego rozplanowania treningu, suplementacji. To wszystko przyjdzie później.
Tak po prawdzie przez długi czas chłopak z podwarszawskiego Piaseczna do końca nie wiedział co chce robić. Sport, ruch, wysiłek fizyczny. Ale co dokładnie? Przez kilka lat trenował tenis, potem próbował sił w otwockiej Akademii Karate prowadzonej przez słynnego szkoleniowca oddziałów specjalnych majora Mirosława Platę. To było dobre przetarcie. Różne style, elementy MMA (Mixed Martial Arts); walka w parterze i w stójce. Trening był ostry, sporo chłopaków odpadało. On z czasem też dał sobie spokój, poświęcając się wyłącznie kulturystyce.
Uczucie na scenie
Kolejny telefon, tym razem z Glasgow. Karol wyjaśnia, tłumaczy co i jak. Co chwila ktoś dzwoni. Osoby indywidualne, zamówienia hurtowe. Od kiedy został dystrybutorem firmy Olimp na Wielką Brytanię ruch w interesie zaczął się na dobre. – Na Wyspach jest coraz większa moda na trening siłowy, tak wśród Polaków, jak i miejscowych, dlatego nasze odżywki cieszą się dużą popularnością – wyjaśnia Pakuła, nie ukrywając, że dzięki tej pracy odżył. Wcześniej, po przyjeździe do Londynu, przez rok parzył kawę i sprzedawał kanapki w Sturbucksie, potem przez dwa lat był bramkarzem w nocnych lokalach. O siłowni nie zapomniał, ćwiczył w każdej wolnej chwili. Wszystko się zmieniło kiedy otrzymał propozycję z Olimpu. Propozycję tym ciekawszą, że firma zgodziła się go sponsorować. To był zastrzyk, dzięki któremu może spokojnie trenować i przygotowywać się do kolejnych zawodów.
A jeszcze niedawno mało kto o nim słyszał w kulturystycznym światku. Przełom nastąpił po ubiegłorocznych mistrzostwach Polski w Białymstoku, będących zaledwie jego drugim występem w oficjalnych zawodach. Pojechał trochę przypadkiem i zrobił furorę, w ostrej konkurencji stając na drugim stopniu podium. – To było niesamowite uczucie. Ponad 130 zawodników, kibice, wypełniona po brzegi sala. Miesiące przygotowań, wyrzeczeń i te kilka minut na scenie tylko dla ciebie. Ale warto...
Dodaj do:

Dodaj swój komentarz
Tylko zalogowani użytkownicy mogą komentować artykuły.
Zaloguj się lub
zarejestruj!
Komentarze
Bądź pierwszą osobą, komentującą ten artykuł.