Raport w tej sprawie, który opracował Moszczyński trafił do instytucji zajmujących się etyką w mediach, walczących z dyskryminacją oraz do brytyjskich parlamentarzystów.
Kiedyś opowiadano taki dowcip: W czasie wizyty w Waszyngtonie Chruszczow i Kennedy odbyli wyścig wokół Białego Domu. Pierwszy przybiegł młodszy i sprawniejszy Kennedy. Na drugi dzień amerykańska prasa doniosła „Zwycięzcą biegu wokół Białego Domu został nasz prezydent. Chruszczow był ostatni”. W sowieckich gazetach również odnotowano ten fakt – „W wyścigu wokół Białego Domu nasz przywódca, towarzysz Chruszczow zajął zaszczytne drugie miejsce. Prezydent Kennedy był przedostatni”. Trudno oprzeć się wrażeniu, że podobny styl dziennikarstwa, przynajmniej wobec imigrantów z Polski prezentuje dziś brytyjski tabloid „Daily Mail”.
Manipulacja danymi i faktami, dobieranie tematów i opinii do z góry założonej tezy, krzykliwe tytuły nie odzwierciedlające treści publikacji – to główne grzechy gazety wyłaniające się z raportu Wiktora Moszczyńskiego. Autor, członek Zarządu Zjednoczenia Polskiego, przez cały ubiegły rok i na początku bieżącego zbierał materiały do tego opracowania. Uważnie śledził „polskie akcenty” w największych brytyjskich tytułach. Co więcej, przeglądał wydania internetowe gazet, gdzie pod tekstami były komentarze czytelników. Nawet po kilkadziesiąt na każdy temat. Z ich treści także nasuwały się ciekawe wnioski.
Imigranci narzędziem w ataku
– Brak obiektywizmu tej gazety jest niesłychany. Jak bardzo stronniczo interpretuje się tam wszelkie dane dotyczące Polaków, widać w zestawieniu z innymi tytułami. Te same badanie statystyczne lub raporty przedstawiane są w tak odmienny sposób, iż można odnieść wrażenie, że opierano się na całkowicie innych źródłach – mówi Moszczyński.
Analiza tekstów w „Daily Mail” i „The Independent” lub „Guardianie”, których punktem wyjścia jest ten sam dokument (oficjalne dane rządowe, sondaż którejś z pracowni badań społecznych, raport organizacji pozarządowej) pokazuje jaką „linię” prezentują poszczególne pisma. Nie tyle wyłącznie nawet w stosunku do emigrantów, co do rządu.
Zdaniem autora raportu, publikacje stawiające w niekorzystnym świetle przybyszy z Europy Wschodniej mają uderzać przede wszystkim w rząd. Konkluzja jest bowiem zazwyczaj taka, iż laburzyści mają złą politykę emigracyjną. Nie oszacowano należycie prawdopodobnej liczby chętnych do podjęcia zatrudnienia w Wielkiej Brytanii przed otwarciem rynku pracy dla nowych członków Unii Europejskiej, a teraz zataja się ich ilość podając wielokrotnie zaniżone dane.
To jest w znacznej mierze prawdą. Mówią o tym również przedstawiciele polskich środowisk na Wyspach. Jednak posługiwanie się tutaj imigrantami w roli narzędzia do „przyłożenia” rządowi musi budzić sprzeciw.
Co ciekawe, do antyrządowej kampanii używana są przez gazetę także te nieliczne przypadki przedstawiane w pozytywnym świetle, jak historia kilkunastoletniego chłopca, który wrócił do Polski, gdyż uznał, że w tutejszych szkołach jest zbyt niski poziom nauczania.
– Prześledziłem inne materiały prasowe na ten temat, w tym z mediów polskich. Prawdą jest, że nastolatek krytykował brytyjski program nauczania, ale mówił także, iż na nauczyciele z którymi zetkną się na Wyspach byli bardziej otwarci na rozmowę i miał z nimi o wiele bardziej partnerski kontakt niż z polskimi – komentuje Wiktor Moszczyński.