– Gdy udałem się do Citizen Advice Bureau, prosząc o pomoc w otrzymaniu świadczeń, urzędnicy nie wierzyli, że zasiłek w ogóle mi się należy, zwłaszcza że moja żona i dzieci mieszkają w Polsce. Byłem uparty, bo wiedziałem, że mam rację. Brytyjczycy byli jednak bardzo podejrzliwi, bo po raz pierwszy spotkali się z takim przypadkiem. Musiałem przejść szereg kontroli, a nawet wizyt domowych, aż wreszcie przyznano mi świadczenia – relacjonuje mężczyzna.
Piotr nie żałuje zawziętości, z jaką wałczył o świadczenia i jak tłumaczy, to on „otworzył drogę innym Polakom w Bristolu starającym się o przysługujące im dodatki socjalne”.
Brytyjska hojność
Pani Agnieszka Zabłocka, której biuro zajmowało się m.in. sprawą pana Piotra w jego rodzinnym mieście Gdańsku, jest jednak mniej zadowolona z „lawiny” podań, jaka w ostatnim czasie zaczęła napływać do jej urzędu. I choć mieszkając w Polsce urzędniczka, rozumie w pełni ciężkie warunki niektórych rodzin, dla urzędników sprawy tych zasiłków to katorżnicza praca.
– Dla wielu polskich matek, które zostały w Polsce, podczas gdy ich mężowie wyjechali do pracy za granicę, brytyjskie zasiłki rodzinne na dzieci to duży zastrzyk finansowy – mówi Agnieszka Zabłocka. – Czasami przy większej ilości dzieci, gdy kwota zasiłku jest proporcjonalnie wyższa, gospodarna żona może utrzymać z angielskiego zasiłku całą rodzinę – dodaje urzędniczka.
Podkreśla, że m.in. z tego powodu wiele matek liczniejszego potomstwa przestaje pracować, uważając, że lepiej zająć się wychowaniem pięciorga dzieci, używając w tym celu angielskich świadczeń, niż iść do pracy za 800 złotych. Decyzja taka nigdy nie mogłaby być podjęta w przypadku polskiego „rodzinnego”, bo jak mówi pani Agnieszka, ten „nie starcza nawet na mleko dla dziecka”.
Nic więc dziwnego, że zasiłki z zagranicy są dla polskich rodzin niezwykle kuszące i coraz częściej stają się dla wielu jednym z powodów wyjazdu za granicę. Jak tłumaczy pani Agnieszka, do jej biura coraz częściej dzwonią petenci, pytając, gdzie w Europie są najlepsze świadczenia. Decyzje, gdzie wyjechać do pracy lub może lepiej „po zasiłek”, opierają właśnie na wysokości świadczeń socjalnych w danym kraju.
Do Europy – po świadczenia
Ten nowy trend mówiący o zasiłku rodzinnym jako o kryterium wyboru kraju przez polskiego emigranta widać między innymi w województwie podlaskim, gdzie w 2005 roku z ogółu 244 spraw dotyczących świadczeń rodzinnych zza zagranicy, 19 odnosiło się do zasiłków z Wielkiej Brytanii. We wrześniu 2007 roku z 1288 podań 474 pochodziło z Wysp. Rekordy w ilości podań o świadczenia biją przede wszystkim te regiony Polski, z których wyjechało za granicę najwięcej osób. Do pomorskiego ROPS-u w 2005 roku napłynęły dwa podania. W 2006 roku – 498, a od stycznia do chwili obecnej rozpatrzono już 1500 świadczeń. Statystyka liczby podań napływających do Dolnośląskiego Ośrodka Polityki Społecznej jest bardzo podobna: 18 w 2005 roku, 227 w 2006 roku, 1035 od stycznia do września tego roku. I chociaż, tak jak w Gdańsku, we Wrocławiu uruchomiono również dodatkowe etaty, nie sposób uniknąć zamieszania w administracji przy tak wielkiej ilości petentów.
Bądź pierwszą osobą, komentującą ten artykuł.