Nieznajomość prawa nie zwalnia z odpowiedzialności. Jednak potknięcia zdarzają się każdemu – szczególnie na obcej ziemi. Co zatem robić, gdy znajdziesz się w tarapatach? Broń się!
Wielka Brytania to liberalny kraj. Na Wyspach panuje większy luz obyczajowy niż w Polsce, a brytyjscy stróże prawa wykazują więcej wyrozumiałości. Z drugiej strony, liczba skazanych należy tu do największych w Europie.
Na szczęście nasi rodacy nie wypadają pod tym względem najgorzej. Według danych polskiego konsulatu z 31 grudnia 2006 r. liczba Polaków przebywających w więzieniach w Anglii i Walii wyniosła 251. To jednak o połowę więcej niż w 2005 r., a ilość ta rośnie wraz z napływem polskich imigrantów. Najbardziej popularne przestępstwa to kradzieże, handel narkotykami, prowadzenie samochodu pod wpływem alkoholu, także pobicia.
Zasada jest prosta: zawiniłeś? – odpowiesz.
Ale gdy waży się twoja wolność, nie działaj po omacku.
Pogoda w kratkę
Kontakt z policją nie musi oznaczać kłopotów. Nie wolno tylko podczas rozmowy z funkcjonariuszem być aroganckim. Niektóre zachowania, choć karalne, uchodzą płazem ze względu na panującą wobec nich tolerancję obyczajową.
– Dwa razy nadziałem się z dżointem na policję. Raz mnie zignorowali, za drugim razem wyszło dość komicznie: policjant wyjął mi dżointa z ręki, wyrzucił na chodnik i rozdeptał... – śmieje się Zucha z Finsbury Park.
Narkotyki to spora pokusa dla mieszkańca imprezowego Londynu. Należy pamiętać, że „litera prawa” jest wobec używek surowa – a ze stróżami różnie bywa. Wobec policjantów trzeba być uprzejmym, ale pamiętając o swoich prawach. Zgodnie z regulaminem procedury „Stop & search” można domagać się pisemnego wyjaśnienia przyczyn zatrzymania, nawet jeśli nie trafi się do aresztu.
Jeśli jest coś do ukrycia – warto to ukryć. Do momentu kontaktu z adwokatem lepiej nie odpowiadać na żadne pytania. Policyjna formułka głosi, że milczenie podczas aresztowania może zaszkodzić w sądzie, ale w praktyce niepodpisane zeznania wypowiedziane tuż po zatrzymaniu niewiele znaczą. Każdy po trafieniu na posterunek ma prawo do bezpłatnego skorzystania z porady dowolnego prawnika, który ma podpisaną umowę z LSC (Legal Services Commision). Policja powinna udostępnić listę lokalnych adwokatów.
Można również domagać się kontaktu z innym, znanym zatrzymanemu biurem prawnym. Ale wszystko w granicach rozsądku. – Jeśli aresztowany znajduje się w małej aglomeracji, wybór może być ograniczony. Policja nie będzie ściągać adwokata z odległości 30 mil, jeśli inny prawnik jest dostępny bliżej – tłumaczy Michał Mazurek z konsulatu polskiego w Londynie. Nie można być przetrzy- Nieznajomość prawa nie zwalnia z odpowiedzialności. Jednak potknięcia zdarzają się każdemu – szczególnie na obcej ziemi. Co zatem robić, gdy znajdziesz się w tarapatach? Broń się! Z prawa na lewo (i z powrotem)
Więcej przeczytasz w najnowszym wydaniu dwutygodnika "Praca i Życie za Granicą"
Dodaj do: