Wysłany dnia 2007-03-12 22:32:54
Muszę przyznać, że wydarzenia wczorajszego wieczoru już od samego rana nie dają mi spokoju. Nie tylko dlatego, że w mojej głowie ciągle echem odbijają się utwory, którymi Maleńczuk (Pan) uraczył wszystkich zebranych w klubie The Telegraph na Brixton, ale chyba przede wszystkim dlatego, że ciągle zastanawiam się jak ocenić to czego wczoraj byłam świadkiem. Przyznam, że wprowadza mnie to delikatnie ujmując w stan rozdarcia.
Nigdy wcześniej nie było mi dane poznać Maćka Maleńczuka osobiście, toteż jego obraz mogłam kreować tylko na podstawie tego, co na tacy podały mi media. Że nie jest to człowiek łatwy do rozgryzienia – tego mogłam się spodziewać, ale ze jest aż tak pogmatwany to nie przypuszczałam. Ach ten Maleńczuk… Może to wszystko to te jego „oczy marzące i usta drwiące”… Nie potrafię jasno stwierdzić jakie wrażenie na mnie wywarł. Najlepsze słowo jakie udaje mi się znaleźć, na określenie tych moich subiektywnych odczuć to fascynacja, ale nie do końca wydaje mi się należyte, bo zwyczajowo przyjmuje ono zabarwienie pozytywne, a ja wcale nie jestem przekonana, że impresja jaką, chcąc nie chcąc, obdarował mnie Pan Maleńczuk należy do tych pozytywnych.

Droga Pani Iwono,
hmmm... nie do konca dowiedzialam sie z Pani artykululu, jaki naprawde byl ten koncert. Wyczuwam, ze Pani sie nie podobal ale dlaczego, nie wiem. A Malenczuk jest taki jaki jest ale moze to dobrze, bo tylko z takim luzem mozna zyc i IV RP.

TVN : 21:05 - 23:30
"Co z oczu, to z serca "
Canal+ Film : 20:50 - 22:30
"Przystań "
Eurosport : 17:15 -
"U.S. Open w Nowym Jorku "