Après nous le déluge
Wysłany dnia 2005-12-20 21:24:47
Potwierdziły się (zob. s.2) wstępne informacje o gigantycznych stratach finansowych Polskiej Fundacji Kulturalnej (PFK) w Londynie (por. Rozczarowanie, Monitor 53, s.2). W ciągu roku i dziewięciu miesięcy roztrwoniono blisko 700 tys. funtów. I co? Ano nic... Gruba kreska. „Patrzymy w przyszłość”.
Nowy prezes PFK Szymon Zaremba, wraz z nową grupą dokooptowanych starą metodą powierników PFK, wielokrotnie zapowiadał pełną jawność dalszej działalności PFK. Jednak za tymi zapowiedziami nie poszły czyny. Londyn huczał od plotek, kto i ile zgarnął z tej astronomicznej sumy. Czy wszystkie wydatki można było zakwalifikować jako mieszczące się w granicach błędu w zarządzaniu (ang. mismanagement)? Czy nie było przypadków przekroczenia uprawnień statutowych?
Niestety, na te pytania brak odpowiedzi. Nowi powiernicy milczą. Wzburzenie powoli ustępuje. Dziennik Polski i Dziennik Żołnierza nadal się ukazuje, a na weekend zapowiadany jest Tydzień Polski. Gazeta zmieniła się nie do poznania. Zelżała cenzura, choć pewne tematy są nadal pomijane.
Dziennik nie zieje już jadem, jak przedtem, choć dla szeregowych członków emigracji wojennej, która go wydaje, linia polityczna nie jest istotna. Poza Monitorem, który wielokrotnie gazetę krytykował za tendencyjność, nikt ze starej emigracji sposobu redagowania właściwie nie podważał. Sędziwi czytelnicy przyjmowali każdą papkę propagandową, preparowaną im przez zmienianą często w ostatnich latach wg niejasnych kryteriów ekipę redakcyjną. Dla wielu z tych czytelników najważniejsze jest, aby mogli w swej gazecie znaleźć zdjęcia znajomych i relacje ze spotkań opłatkowych.
Oficjalnie mówiło się, że duże pieniądze dano dla PFK, aby przeprofilować gazetę na nowych Polaków. Nawet jeśli faktycznie był taki zamiar, to wykonanie było fatalne. W rzeczywistości ruchy były pozorne i żadne zbliżenie nie nastąpiło. Emigracja wojenna i nowi Polacy to dwa odrębne światy nie mające praktycznie punktów wspólnych.
Na oczach 300 tysięcy świeżych przybyszów z Polski organizacje emigracji wojennej, których majątek szacowany jest na grube kilkadziesiąt milionów funtów w gotówce i nieruchomościach, roztrwoniły ciężkie pieniądze nie dając jednocześnie ani grosza na pomoc dla tysięcy tułających się po londyńskim bruku. Polskiemu konsulatowi w Londynie ci zbłąkani Polacy, wygnani nędzą z kraju, też „przeszkadzają w pełnieniu obowiązków służbowych”. Ciepłą strawę w zimową noc i niekiedy nocleg zapewniają tylko angielskie organizacje charytatywne.
Przesłanie dla „nowych” od emigracji wojennej, dziś już często w drugim czy nawet trzecim pokoleniu, jest jasne. To nasze pieniądze i zrobimy z nimi co się nam podoba, a jak będziemy chcieli, to je nawet przepijemy. Nic wam do tego i nie musimy się z niczego tłumaczyć. A wy się nam nie podobacie, bo jesteście brudni i używacie brzydkich słów.
„Po nas choćby potop” – zwykł był mawiać ostatni król francuski. Wiadomo jak skończył. Emigracji wojennej też grozi gilotyna - gilotyna zapomnienia. W kompromitującej sytuacji emigracja ta zwarła szeregi i spaliła za sobą ostatnie mosty. Zza wysokiego ostrokołu, którym się otoczyła, majaczą jeszcze sylwetki licznych prezesów, ale szczytnych haseł na sztandarach już nie widać. Nowy świat przechodzi obok. (m)
Monitor 54, 20 grudnia 2005
Wiecej na stronach MONITORA
Dodaj swój komentarz
Tylko zalogowani użytkownicy mogą komentować artykuły.
Zaloguj się lub
zarejestruj!
Komentarze (1)

Wymiana pokoleń, zmiana sytuacji geopolitycznej. Budowanie fortecy z cegiełek nienawiści do komunizmu sprawiło, że stara polonia zawisła w próżni dziejowej.